
Anna Krupa urodziła się bez rąk. Dziś ma 34 lata, jest absolwentką trzech kierunków studiów, pracuje, wychowuje samotnie córkę, żyje normalnie jak w pełni sprawna osoba. Mówi nam w wywiadzie, że niepełnosprawność nie ogranicza jej w dużym stopniu. Jednak potrzebuje samochodu dostosowanego do potrzeb osób niepełnosprawnych. Dlatego dla niej pobiegną w tym roku uczestnicy II edycji Biegu w Sukniach Ślubnych.
REKLAMA
Czy Pani niepełnosprawność wpływa dodatkowo na pogorszenie stanu zdrowia?
Ogólnie brak rąk nie rzutuje na moje zdrowie. Jednak powoduje, że w związku z codziennymi czynnościami obciążam inaczej swój organizm, co znowu wpływa np. na powstawanie zwyrodnień stawu biodrowego.
Jak radziła sobie Pani ze swoją niepełnosprawnością będąc dzieckiem, czy Pani dzieciństwo istotnie różniło się od dzieciństwa dzieci z pełną sprawnością?
Wszystko zależy od podejścia rodziny do niepełnosprawnego dziecka. U mnie to podejście było normalne. Traktowano mnie jak osobę pełnosprawną, normalnie i to pewnie miało wpływ na moją psychikę. O tym, że rodzina traktuje mnie w ten sposób świadczy choćby fakt, że moja siostrzenica bardzo mocno spierała się ze mną w tej kwestii. Uparcie twierdziła, że nie jestem osobą niepełnosprawną. Musiałam ją długo przekonywać, że jednak jestem (śmiech). To traktowanie mnie przez rodzinę tak samo jak osobę w pełni sprawną sprawiło, że nie boję się wychodzić do ludzi. Moja niepełnosprawność nie stanowi dla mnie problemu w kontaktach z innymi.
Czy są takie czynności, z którymi sobie Pani nie radzi?
Brak rąk ogranicza mnie w niewielki stopniu. Zamiast nich używam stóp, brody, ramienia, żeby wykonywać różne czynności. W pracy, czasami proszono, żebym to ja pisała na tablicy, bo ponoć mam ładny charakter pisma (śmiech), a piszę stopami. Właściwie z takich rzeczy, które przychodzą mi do głowy, jest długa, samotna podróż samochodem. Nie mogę wtedy samodzielnie skorzystać ze zwykłej toalety. Bywa, że jest o co zaczepić ubranie, żeby je zdjąć lub później założyć, ale generalnie w takiej sytuacji potrzebuję pomocy innych.
Jest Pani aktywna zawodowo, czym się Pani zajmuje?
Pracuję w bibliotece, w szkole integracyjnej. Pracuję z dziećmi.
Dzieci bywają okrutne, czy nie dokuczają Pani?
Właśnie dzieci są najfajniejsze. Od razu pytają co i jak, dlaczego nie mam rąk, albo gdzie je schowałam. Na pytanie dlaczego nie mam rąk, odpowiadam, że po prostu – nie urosły. Tym maluchom, które pytają gdzie schowałam ręce i dlaczego tak się wygłupiam mówię, że odwiesiłam do szafy (śmiech). Pracuję w szkole integracyjnej, do której uczęszcza ok. 100 niepełnosprawnych dzieci, dlatego być może moja niepełnosprawność nie wzbudza tak dużych emocji wśród dzieci. Zresztą myślę, że dzieci nie powinno się ganić za to, że pytają osobę niepełnosprawną dlaczego jest od nich inna w sensie fizycznym. Nie powinny się zastanawiać, szeptać po kątach, to jest dużo gorsze.
A dorośli?
Z dorosłymi bywa różnie i to wbrew pozorom dorośli zachowują się czasami nieodpowiednio. Pamiętam jak kiedyś robiłam zakupy i dorosły mężczyzna na ulicy krzyknął do mnie: gdzie zostawiłaś ręce? Jak na to odpowiedzieć? Oczywiście coś trzeba było. Odpowiedziałam: widzi Pan, ja tu sobie robię zakupy, a moje ręce na łące siano przewracają. No bo jak inaczej można na takie pytanie odpowiedzieć.
Czy osoby niepełnosprawne powinny bardziej wychodzić do ludzi, przełamywać swoje lęki?
Nie powinny się wstydzić swoich słabości, tego, że wyglądają inaczej. Czasami wyjście z domu wiąże się z tym, że trzeba poprosić o pomoc. I trzeba to zrobić, nie można się tego bać ani wstydzić. Warto schować dumę do kieszeni. Co niepełnosprawnemu przyjdzie z zamknięcia się w czterech ścianach, w samotności. Nie opłaca się siedzieć w domu i udawać bohatera.
Dlaczego nie chcą z tych domów wychodzić?
Boją się braku akceptacji, że zostaną wyśmiani. Potrzeba im osoby, która pomoże, da wsparcie, będzie wyciągała z domu. Ja nie miałam takiego problemu, przyjaciele nigdy nie pozwoliliby, żebym zamknęła się w czterech ścianach.
A jednak coś ostatnio Panią ogranicza i to właśnie chcą zmienić uczestnicy Biegu w Sukniach Ślubnych, którzy pobiegną w tym roku właśnie dla Pani.
Problemem jest Barbara (samochód Pani Ani, przystosowany do potrzeb osoby niepełnosprawnej – red.). Niestety ma już swoje lata i bardzo często się psuje. Potrzebuje nowego auta, tym bardziej, że muszę odwozić córkę do szkoły, no i dojeżdżać do pracy 24 kilometry. Samotnie wychowuję córkę, także wszystko, dziecko, dom, zakupy, są na mojej głowie. O mnie i moim problemie napisały lokalne media, a dzięki nim odezwała się do mnie telewizja TLC, która organizuje Bieg w Sukniach Ślubnych. Mam nadzieję, że uda się i będę mogła kupić nową Barbarę. Jestem pod wielkim wrażeniem, że chcą mi pomóc. Nawet moje koleżanki z pracy zadeklarowały, że dla mnie pobiegną.
13 września w warszawskim Parku Agrykola odbędzie się II edycja Biegu w Sukniach Ślubnych. Dochód z imprezy zostanie przeznaczony na zakup wspomnianej w wywiadzie nowej Barbary dla Pani Anny Krupy.
Pobiec może każdy. Bieg rozgrywany jest na dystansie 1 km. Uczestnicy mają być ubrani w suknie ślubne. Jeśli nie mają takich kreacji w swojej szafie, organizator biegu do zestawów startowych dołącza tiulowe spódniczki i welony, które mogą suknie zastąpić. Ponadto na wszystkich odwiedzających Park Agrykola czekać będą wyjątkowe atrakcje przygotowane przez partnerów imprezy. Finałowym punktem będzie koncert Grzegorza Hyżego.
W ubiegłym roku dochód z imprezy był przeznaczony na rehabilitację Julii Torli – młodej dziewczyny po ciężkim wypadku.
W ubiegłym roku dochód z imprezy był przeznaczony na rehabilitację Julii Torli – młodej dziewczyny po ciężkim wypadku.
Napisz do autora: [email protected]
