
Zioła to niewątpliwie skarb, który natura dała nam po to, żebyśmy mogli leczyć się naturalnie, bez tzw. chemii. Jednak skoro działają, a działają, nie są obojętne dla naszego organizmu i trzeba je stosować z rozwagą. Szczególnie rozważne w tej kwestii powinny być kobiety w ciąży. Najlepiej, żeby w ogóle nie stosowały ziół.
Nieprzebadane też mogą być groźne – Wiele ziół zostało przebadanych pod kątem bezpieczeństwa ciężarnej i płodu – mówi lekarka rodzinna Porozumienia Zielonogórskiego Małgorzata Stokowska-Wojda.
Małgorzata Stokowska-Wojda
Lekarz rodzinny Porozumienia Zielonogórskiego
Specjalistka wyjaśnia, że jest wiele ziół, których kobiety w ciąży nie powinny stosować. Np. wykazano że imbir, stosowany czasem na początku ciąży jako środek przeciwwymiotny, zwiększa częstość wchłonięcia się zarodka.
Natomiast uwielbiany i uważany za dość bezpieczny rumianek, jeśli jest stosowany regularnie, może spowodować wady rozwojowe dziecka. Senes, aloes, kruszyna, rzewień - powodują ryzyko wad genetycznych.
"Niewinna” herbatka Niebezpieczna, jak tłumaczy lekarka, może być nawet malina, której liście zwiększają ryzyko krwawienia, a ponadto mogą także być powodem wad rozwojowych dziecka, zwłaszcza wad serca. Tymianek czy rozmaryn mogą nawet doprowadzić do poronienia. Badania nad lukrecją wykazały, że spożywanie jej przez kobiety w ciąży może być przyczyną późniejszych problemów psychicznych dzieci.
– Większość ludzi nie ma specjalistycznej wiedzy na temat ziół, a przecież podczas ciąży niebezpieczeństwo jest podwójne, bo dotyczy i matki, i dziecka. Dlatego w takiej sytuacji zawsze trzeba zapytać lekarza, czy nasza „niewinna” herbatka nie będzie szkodliwa - przestrzega Małgorzata Stokowska-Wojda.
Źródło:Porozumienie Zielonogórskie
