Danka (na zdjęciu) przywiozła koleżankę na leczenie do Kliniki Onkologii UCK WUM. Była równie zaskoczona jak jak jej koleżanka – pacjentka, która została na oddziale.
Danka (na zdjęciu) przywiozła koleżankę na leczenie do Kliniki Onkologii UCK WUM. Była równie zaskoczona jak jak jej koleżanka – pacjentka, która została na oddziale. Fot. archiwum prywatne

– To nie jest pierwszy pobyt w szpitalu mojej koleżanki. "Zwiedziła" ich kilka, bo leczy się długo. W weekend przywiozłam ją do Kliniki Onkologii UCK WUM przy ul. Banacha w Warszawie. Miałyśmy wrażenie, jakbyśmy pomyliły adresy i trafiły do zgoła innego miejsca niż szpital – wspomina Danka.

REKLAMA

Danka przywiozła koleżankę, chorą na nowotwór i mieszkająca poza Warszawą, do szpitala w stolicy. Była sobota, tego dnia miała być przyjęta na oddział onkologii Kliniki w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym WUM przy ul. Banacha. Droga upłynęła im w średnim nastroju.

Izba przyjęć i rejestracja szpitala – miłe zaskoczenie

– Koleżanka była pełna obaw, nie tylko o zdrowie, ale i o atmosferę, jaką zastanie w szpitalu. Onkologia nie nastraja optymistyczne. W takich miejscach chorym łatwo stracić nadzieję, a dotychczasowe doświadczenia mojej koleżanki, które ma z kilku szpitali, tylko pogłębiały jej obawy – wspomina Danka.

Mówi, że takiego przyjęcia, jak w szpitalu na Banacha, jej koleżanka jeszcze w życiu nie miała. – Serdeczne przywitanie. Zainteresowanie pacjentką i troska, ale taka nienachalna, z wyczuciem, empatią – to wszystko na tyle, na ile to możliwe, zmniejszyło lęk i obawy mojej koleżanki, których miała mnóstwo – opowiada Danka.

Była sobota. Podjechały pod szpital, zostawiły samochód na parkingu i stawiły się w recepcji szpitala 10 minut przez godz. 13, na którą było wyznaczone przyjęcie na oddział.

Korytarz Kliniki Onkologii UCK WUM.
Korytarz Klinika Onkologii UCK WUM. Fot. archiwum prywatne

Spodziewały się kolejek do rejestracji i ciemnego korytarza wypełnionego tłumem pacjentów, z których niektórzy nie mają gdzie usiąść, bo krzeseł brakuje i muszą stać, albo spacerować razem ze stojakiem z kroplówkami, do których są podłączeni.

Tym bardziej że okazało się, że jest jakaś awaria i tego dnia izba przyjęć planowych i SOR działały wspólnie.

– Oczywiście natknęłyśmy się od razu na nowoprzybyłą pacjentkę, która zaczęła pomstować, że wszystko będzie trwało do nocy. Okazało się jednak, że jej czarna przepowiednia się nie spełniła i mimo wszystko jakoś sprawnie poszło i w godzinę moja koleżanka trafiła na oddział – opowiada Danka.

Tu pacjenci Kliniki Onkologii UCK WUM przyjmują chemioterapię.
Tu pacjenci Kliniki Onkologii UCK WUM przyjmują chemioterapię. Fot. archiwum prywatne

– Przeżyłyśmy szok. Pozytywny. Pierwsze wrażenie – wystrój Kliniki Onkologii. Wnętrza wyglądały, jakby były świeżo po remoncie. Zamiast szaroburych ścian albo pamiętających czasy PRL-u zielone lamperie, była zieleń, ale roślin – wspomina Danka. 

Potem było jeszcze lepiej. Supermiłe zaskoczenie jej koleżanka – pacjentka przeżyła za sprawą osób pracujących w szpitalu – począwszy od tych na recepcji, po tych z oddziału onkologii.

 – Dokumenty do wypełnienia już czekały. Pani w rejestracji była sympatyczna i cierpliwa. A gdy moja koleżanka podeszła do okienka z niekompletnie wypełnionymi formularzami, nie została odesłana do stolika w korytarzu, tylko pani pomogła jej z kwestionariuszem. Nikt z pacjentów też się nie irytował, że ktoś spowalnia kolejkę. Tym bardziej że wyjątkowo długa nie była. Najwyraźniej brak nerwówki i przyjazny klimat stworzony przez pracowników udzielał się wszystkim.

Oddział szpitala niczym oranżeria, a nie onkologia

Potem Danka odprowadziła koleżankę na oddział. Towarzyszyła im osoba, która koordynowała opiekę medyczną nad tą pacjentką. Na oddziale, choć wczoraj był ostatni dzień lutego i do wiosny daleko, powitało je jasne światło, jasne ściany, fototapety z bujną zielenią.

 – Miałam wrażenie, że trafiłyśmy raczej do oranżerii niż do szpitala – opowiada Danka. – I jakby jeszcze było mało, za chwilę zobaczyłyśmy pianino, a na ścianie wiszące regały z książkami i elektryczny kominek – dodaje. Oczywiście nie były już fototapetą, a znajdowały się w realu na oddziale. Nad pianinem wisiała kartka z napisem: "Osoby posiadające umiejętność gry na pianinie zachęcamy na gry na instrumencie :)".

Pianino do dyspozycji pacjentów Kliniki Onkologii UCK WUM.
Pianino do dyspozycji pacjentów Klinika Onkologii UCK WUM. Fot. archiwum prywatne

Panie pielęgniarki i inni medycy – pełni empatii

Na oddziale nową pacjentką od razu zaopiekowały się dwie uśmiechnięte panie pielęgniarki. Zaprowadziły do sali, w której miała spędzić najbliższe dni.

– To nie było coś w stylu – ktoś prowadzi pacjentkę do sali, rzuca krótkie: "tu jest pani łóżko", odwraca się na pięcie i wychodzi. Pani pielęgniarka zachowywała się serdecznie i oprowadzała nas po oddziale, informowała, gdzie jest dyżurka, łazienki.

– Koleżance, która miała dużo obaw nie tylko o zdrowie, ale i o pobyt w klinice, od razu poprawił się humor – wspomina Danka.

A gdy obie podziękowały jednej z pielęgniarek, druga słysząc to, powiedziała o swojej koleżance: "Ona ma takie serce do chorych!". Ale okazało się, że podobnie było też z innymi medykami, których spotkały tego dnia w szpitalu.

– Jedna z osób zaprowadziła nas też do lodówki – otworzyła drzwiczki i pokazała zawartość, m.in. jogurty, buraczki, i inne zdrowe przekąski i zachęciła koleżankę do częstowania się w trakcie kolejnych dni pobytu, gdyby była głodna między posiłkami – opowiada.

Okazało się też, że na pacjentkę na onkologii czekał tego dnia jeszcze obiad. – Tego, że na kogoś, kto przyjeżdża do szpitala w sobotę po południu będzie czekał ciepły posiłek, naprawdę się nie spodziewałyśmy – dodaje Danka.

– Mało tego! Pani zapytała także mnie, czy nie jestem głodna. A jak odpowiedziałam, że dziękuję, i że jadłam przed wyjazdem, zapytała, skąd przyjechałyśmy do Warszawy. I zaproponowała mi kawę przed powrotną podróżą! – mówi Danka.

Psychoonkolodzy i dietetycy wesprą pacjentów w szpitalu

Zadzwoniliśmy do rzeczniczki prasowej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Banacha 1A – pani Barbary Mietkowskiej. Powiedziała, że cały zespół Kliniki Onkologii UCK WUM wraz z jego szefem – profesorem Rafałem Stecem, właśnie taki jest – empatyczny. Wszyscy zachowują się tak wobec pacjentów, jak sami chcieliby być traktowani, gdyby ktoś z nich musiał mierzyć się z diagnozą choroby nowotworowej.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że wkrótce do zespołu dołączą onkodietetycy i onkopsycholodzy, więc pacjenci będą jeszcze bardziej wszechstronnie zaopiekowani – choć słowo "holistyczny" jest już nieco przereklamowane i nadużywane, to w tym przypadku pasuje idealnie.

Jakie są wasze doświadczenia z pobytów w szpitalach? Piszcie do redakcji o dobrych i złych. Wygrane listy opublikujemy: [email protected]