Eksperci nie mają wątpliwości: to, co rośnie i dojrzewa w naszej strefie klimatycznej, jest najlepiej dopasowane do potrzeb naszego organizmu.
Eksperci nie mają wątpliwości: to, co rośnie i dojrzewa w naszej strefie klimatycznej, jest najlepiej dopasowane do potrzeb naszego organizmu. Fot. Freepik

Nie trzeba szukać mocy w egzotycznych jagodach z Amazonii czy nasionach z Himalajów. Wystarczy zajrzeć do własnej spiżarni. Jesień i zima to czas, kiedy nasze rodzime superfoods — orzechy, kiszonki, siemię lniane czy czosnek — potrafią zdziałać cuda dla odporności, energii i nastroju.

REKLAMA

W ostatnich latach Polacy coraz częściej stawiają na jedzenie "z duszą" - lokalne, tradycyjne, o krótkim składzie i prostym pochodzeniu. Przepisy naszych babć wróciły do łask, a kiszonki, kasze, zioła czy zupy z sezonowych warzyw są dzisiaj coraz częstszym wyborem.

Dzieje się tak nie bez powodu. Zmienny klimat, stres, pośpiech i przeładowane obowiązkami dni sprawiają, że nasz organizm często działa nie tak, jak powinien. Zamiast sięgać po kolejną tabletkę z witaminami, coraz więcej osób wybiera rozwiązania naturalne - takie, które od pokoleń służyły zdrowiu, zanim powstały suplementy.

Jesienią potrzebujemy rozgrzewających, tłustszych i bogatszych w składniki potraw, które dodadzą siły i wzmocnią odporność. W tym sensie polskie superfoods są nie tylko modą, ale postawienie na rozsądek - do kuchni, w której jedzenie było lekarstwem, a zdrowie zaczynało się od talerza.

Superfoods po polsku, czyli siła w prostocie

Wielu z nas zna kojarzy "superfood" głównie z egzotycznymi nazwami: spirulina, chlorella, jagody goji, nasiona chia. Tymczasem, jak zauważają dietetycy, "superżywność" nie musi być importowana z dalekich krajów, ponieważ w Polsce mamy jej pod dostatkiem.

Dietetycy tłumaczą, że superfood to nie kwestia egzotyki, ale gęstości odżywczej. Chodzi o produkty, które w niewielkiej ilości dostarczają ogromu wartości - witamin, minerałów, antyoksydantów. I takich właśnie mamy w Polsce pod dostatkiem.

Nasz polski klimat jest chłodny, wilgotny, z tymi krótkimi dniami... Właśnie dlatego tak sprzyja powstawaniu superodpornej żywności. Rośliny muszą być mocne, żeby przetrwać te warunki.

I to właśnie dlatego kiszona kapusta, pestki dyni czy czarna porzeczka są wręcz nafaszerowane substancjami ochronnymi. To ich naturalne mechanizmy obronne, które wypracowały sobie, żeby dać radę w trudnym środowisku. A my możemy czerpać z tego pełnymi rękami.

Orzechy włoskie – paliwo dla mózgu i serca

Patrzysz na orzechy włoskie i od razu widzisz... mały mózg. To w sumie niezły żart natury, bo idealnie trafia w sedno. Te orzechy to prawdziwe wsparcie dla głowy -turbodoładowanie dla koncentracji, lepsza pamięć i po prostu lepszy nastrój. A przy okazji robią świetną robotę dla serca.

To wszystko zasługa wspaniałego wręcz składu. Orzechy włoskie mają rewelacyjnie zbalansowane kwasy omega-3 i omega-6, a do tego sporą dawkę witaminy E, magnezu i żelaza. Czyli dostarczają organizmowi tego, czego naprawdę mu brakuje, zwłaszcza gdy za oknem szaro i słońca jak na lekarstwo!

Wystarczy dosłownie garść dziennie (jakieś 30 gramów), żeby delikatnie obniżyć ciśnienie i zadbać o cholesterol. Są też super dla jelit, bo wspierają mikrobiotę, a to prosta droga do mocniejszej odporności i lepszego samopoczucia. Zdecydowanie warto je chrupać w czasie pracy lub nauki.

Czosnek – naturalny antybiotyk, który nie wychodzi z mody

Nasze babcie miały go zawsze pod ręką. Kroiły go do mleka, wcierały w skórę, dodawały do syropu z miodem. Dziś wiemy, że miały rację. Czosnek działa jak naturalny antybiotyk. Zawiera allicynę, związek o silnych właściwościach przeciwwirusowych i przeciwbakteryjnych.

Regularne spożywanie czosnku (nawet jednego ząbka dziennie) wzmacnia odporność, obniża poziom "złego" cholesterolu i poprawia krążenie.

Nieprzypadkowo Egipcjanie podawali go robotnikom budującym piramidy — miał dodać im siły i wytrzymałości. My możemy dodać go do zupy, pasty, pieczonych warzyw czy domowego syropu.

Dietetycy tłumaczą, że superfood to nie kwestia egzotyki, ale gęstości odżywczej.
Dietetycy tłumaczą, że superfood to nie kwestia egzotyki, ale gęstości odżywczej. fot. Pixabay

Kiszonki – mikrobiotyczna tarcza ochronna

Kiszona kapusta, ogórki, zakwasy to nasz naturalny probiotyk. Bakterie kwasu mlekowego tworzą środowisko przyjazne dla jelit, a jelita – jak dziś wiemy – to centrum odporności.

W kapuście kiszonej znajdziemy witaminę C, błonnik, potas i związki siarki o działaniu antynowotworowym. Kiszenie rozkłada też substancje antyodżywcze, dzięki czemu lepiej przyswajamy minerały.

Niektórzy żartują, że "kiszonka to polska wersja probiotyku premium". I coś w tym zdecydowanie jest. Wystarczy kilka łyżek dziennie, by wzmocnić układ odpornościowy na cały sezon.

Siemię lniane – niepozorne ziarna o wielkiej mocy

Małe, brązowe nasionka lnu kryją w sobie ogromne bogactwo – błonnik, kwasy omega-3, lignany i witaminę E. Wspierają układ trawienny, regulują poziom cukru i cholesterolu, a u kobiet łagodzą objawy menopauzy.

Najwięcej korzyści przynosi świeżo zmielone siemię, dodane do owsianki, koktajlu lub zupy.

Działa też jak naturalny "opatrunek" na żołądek. Łagodzi stany zapalne i wspomaga regenerację błon śluzowych.

Jarmuż – zielony bohater z polskich pól

Jeszcze kilka lat temu był ozdobą talerza, dziś gra pierwsze skrzypce. Jarmuż to prawdziwa bomba witaminowa: A, C, K, E oraz wapń, żelazo i przeciwutleniacze.

Wzmacnia kości, poprawia wzrok, wspiera oczyszczanie organizmu z toksyn i działa przeciwzapalnie.

W kuchni jest wdzięczny – można z niego zrobić chipsy, smoothie, pesto lub dodać do zupy. W każdej wersji doda energii i koloru nawet najbardziej szaremu dniu.

Dynia – słoneczny antydepresant

Kiedy w kuchni zaczyna królować dynia, to znak, że nadeszła prawdziwa jesień! To warzywo nie tylko świetnie wygląda, ale i naprawdę poprawia humor. Ma mnóstwo beta-karotenu, witaminy C i błonnika, dzięki czemu wspiera odporność, dba o serce i wzrok. A same pestki dyni? To prawdziwa skarbnica cynku – świetny sojusznik w walce z jesiennym zmęczeniem i do tego super boost dla skóry. Polecamy serwować dynię w postaci zupy dyniowej z imbirem i mlekiem kokosowym, kremowego risotto lub jesiennego ciasta z cynamonem. Nieważne, którą wersję wybierzesz – każda działa rozgrzewająco i natychmiastowo dodaje endorfin. Po prostu idealna na jesienne dni.

Aronia i czarna porzeczka – czarne perły odporności

Niedoceniane, a przecież to prawdziwe bomby witaminowe. Aronia zawiera antocyjany, które chronią komórki przed starzeniem, wspierają wzrok i naczynia krwionośne.

Czarna porzeczka ma aż cztery razy więcej witaminy C niż cytryna. Oba owoce świetnie sprawdzają się w formie soków, herbat czy dżemów.

Wzmacniają organizm w walce z infekcjami i poprawiają samopoczuciem, zwłaszcza wtedy, gdy za oknem ciemno, a w nas samych brak energii.

Kasza jaglana – ciepło dla ciała i ducha

No i w końcu kasza jaglana. To jest taki cichy ninja w kuchni – zawsze w cieniu, a robi robotę. Dlaczego jest taka niesamowita? Po pierwsze, działa jak pogotowie ratunkowe dla żołądka: stabilizuje nadmiar kwasów i jest tak lekka, że brzuch po prostu mówi "dzięki!". Po drugie jest naturalnym wzmacniaczem odporności. Wystarczy ugotować ją na mleku roślinnym, dodać jabłko, cynamon i łyżeczkę miodu — i mamy śniadanie, które dosłownie przytula od środka voilà! Masz śniadanie, które dosłownie przytula od środka. Czy może być coś lepszego na dobry początek dnia?