
Chcę pokazać, że niepełnosprawność nie musi oznaczać bierności, dlatego walczę też o innych – mówi Przemek Ledzian z Łodzi. Jest wolontariuszem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ma numer 001. I sam zmaga się z mnóstwem chorób i codziennym bólem. Setki razy leżał w szpitalach.
Szpital to jego drugi dom. Gdy ktoś go pyta, co mu jest, nawet nie wie, od czego zacząć, bo ma zdiagnozowanych ponad 30 schorzeń.
– Moje zdrowie to codzienna walka. Także z bólem. Przyjmuję bardzo silne leki, by móc funkcjonować. Mam rzadkie mutacje genetyczne, m.in. w genie GBA, co oznacza chorobę Gauchera. Drętwieją mi ręce, nogi, migrenom towarzyszą wymioty. Grozi mi padaczka lekooporna, udar przed czterdziestką, utrata wzroku i wózek inwalidzki – wylicza Przemek. Historia jego wędrówek po kolejnych szpitalach jest długa.
– Sprzęt Orkiestry nieraz ratował mi zdrowie i życie. Korzystałem z aparatury z serduszkiem WOŚP podczas dziesiątek badań, takich jak rezonans, tomografia komputerowa czy USG. To sprzęt najwyższej klasy, który pozwala lekarzom szukać przyczyn moich problemów neurologicznych i genetycznych – mówi Przemek Ledzian. Czeka na wyniki kolejnych badań genetycznych. Długo miał nadzieję, że kiedyś wyzdrowieje. Teraz już wie, że medycyna, póki co nie ma leku na to, z czym się zmaga jego ciało i psychika.
15 lat z WOŚP. "Bałem się, że uzbieram mało i będzie wstyd"
Do puszek wolontariuszy WOŚP wrzucał pieniądze jeszcze jako dzieciak. Marzył, że kiedyś to on będzie na ich miejscu. I ten wielki dzień nadszedł w 2001 roku – to wtedy Przemek Ledzian pierwszy raz wyszedł z puszką na ulice Łodzi jako wolontariusz WOŚP. Miał 19 lat. – Byłem onieśmielony, ale i dumny – opowiada. Trochę się bał, trochę wstydził. Bał, że kiepski stan zdrowia nie pozwoli mu cały dzień kwestować.
– Głównie bałem się jednak tego, że uzbieram mizerną kwotę i będzie wstyd – wspomina ten pierwszy raz. Obawy były niepotrzebne, bo ludzie chętnie wrzucali do jego puszki nie tylko monety, ale i banknoty. Przemek miał łzy w oczach, tak się wzruszał. Skarbonka szybko się zapełniła i zaniósł ją do sztabu.
– Moje pierwsze finały grałem z lokalną gazetą "Express Ilustrowany" i cieszyłem się z każdej złotówki. Redakcje łódzkich gazet wspierają mnie do dziś, za co jestem bardzo wdzięczny. Jednak ostatnie piękne lata gram wyłącznie ze Strażą Miejską w Łodzi. Od pięciu lat mam tam numer wolontariusza 001. Na ludzi ze Straży zawsze mogę liczyć i za nic w świecie bym ich nie zamienił – opowiada Przemek.
Przez te 15 lat zebrał już kilkadziesiąt tysięcy złotych dla Orkiestry. W tym roku w jego wirtualnej skarbonce jest już ponad 4200 zł. – Każdy grosik jest ważny – mówi Przemek tym, którzy nie są majętni i myślą, że "głupio wpłacać takie drobniaki".
– Z roku na rok coraz łatwiej mi się zbiera, zarówno do puszki, jak i do eSkarbonki. Ludzie w Łodzi już mnie znają i kojarzą, za co jestem ogromnie wdzięczny. To zaufanie sprawia, że mimo bardzo trudnego roku zdrowotnego nie wyobrażam sobie, żeby nie zbierać pieniędzy dla podopiecznych Wielkiej Orkiestry – mówi. A walczy nie tylko o podopiecznych WOŚP, bo wywalczył też coś dla wolontariuszy w Łodzi – od 10 lat w dniu Orkiestry mogą jeździć po mieście za darmo autobusami i tramwajami.
Wolontariusz WOŚP: "Hejt mnie nie zatrzyma"
To przykre, że jako wolontariusz, co jakiś czas spotyka hejterów. Zdarza się, że podejdzie do niego jakiś wróg Owsiaka, który nie zna ani Przemka, ani szefa Orkiestry i krzyknie: "zbierasz dla złodzieja!".
Absurdalne jest też to, że w XXI w. wciąż są w Polsce osoby, które myślą, że choroba i niepełnosprawność muszą "wyglądać". I choć Przemkowi zdarzało się też robić zbiórki na swoje leczenie, a dokumenty potwierdzające jego aktualny stan zdrowia są w internecie dostępne, to i tak znajdują się tacy, którzy mówią, że tylko udaje niepełnosprawność, bo jak na osobę z poważnymi problemami jest "za bardzo uśmiechnięty".
– Dlatego ten 15. finał to dla mnie symbol wytrwałości. Choć każda edycja jest inna, ten rok jest szczególny. Mimo że gram z Orkiestrą od lat i mam wsparcie wielu przyjaciół i osób, które mi kibicują, mierzę się z gigantycznym hejtem i nienawiścią w sieci. Wyzwiska bolą, ale nie zatrzymują mnie. Pomaganie innym daje mi siłę, by przetrwać ataki osób, które mnie nie znają. Radość z pomagania i wsparcie przyjaciół są silniejsze – dodaje. Wirtualną skarbonkę Przemka, do której zbiera na WOŚP znajdziecie pod tym linkiem.
– Z roku na rok mi też coraz łatwiej jest zbierać pieniądze dla Orkiestry, zarówno do puszki, jak i do eSkarbonki. Ludzie w Łodzi już mnie znają i kojarzą, za co jestem ogromnie wdzięczny. To zaufanie sprawia, że mimo bardzo trudnego roku, także pod względem zdrowotnym, nie wyobrażam sobie, żeby nie zbierać pieniędzy dla podopiecznych Wielkiej Orkiestry – mówi.
Ludzie z niepełnosprawnościami i ciężkimi chorobami, wiedząc, że Przemek jest wolontariuszem Orkiestry, zaczęli znajdywać go na Facebooku i prosić, by im pomógł. Przysyłali mu historie swojego życia i linki do zbiórek na leczenie. W końcu Przemek założył fanpage "Przemek Ledzian – z sercem do ludzi" i zaczął publikować te historie i prośby.
Nie wiedział, czy w ogóle będzie odzew. Był i jest. – Co jakiś czas dowiaduję się, że ktoś, kto mieszka poza Polską, w jakimś kraju na krańcu świata, znalazł dzięki tym postom darczyńców, którzy mu pomogli – opowiada Przemek Ledzian.
Ma nadzieję, że kiedyś spotka Owsiaka na żywo. – Niestety jeszcze nie udało mi się osobiście uścisnąć dłoni Jurka, czego trochę żałuję, ale nie tracę nadziei. To jedno z moich marzeń. Wierzę, że kiedyś uda mi się mu podziękować za to, że stworzył mechanizm, który pomaga nam wszystkim – mówi Przemek.
Do zobaczenia pod Biedronką. Przemek czeka ze skarbonką i przybije wam piątkę
Zima jest w tym roku wyjątkowo mroźna, w ostatnich latach nie było takiego finału Orkiestry. Przemek ma nadzieję, że serca darczyńców będą gorące i „rozgrzeją” puszki do czerwoności, czyli koloru WOŚP-owych serduszek. Choć ma niską odporność, osłabioną przez choroby i leki, które bierze codziennie i zima to dla niego ryzykowny czas, bo "rządzą" wirusy, nie wyobraża sobie, by nie "zagrać" w Orkiestrze.
– Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają. Chcę, żeby ludzie widzieli we mnie nie tylko pacjenta czy wolontariusza 001, ale człowieka, który kocha życie i zawsze stara się być z sercem do ludzi. Zapraszam wszystkich do mnie na Olechów i do zobaczenia przy puszce – mówi Przemek Ledzian.
Tym, którzy wrzucą pieniądze do jego skarbonki, naklei na kurtki i płaszcze symboliczne serduszka. Rozda też cukierki – "żółwiki". A jeśli ktoś ma wątpliwości, czy może z nim przybić piątkę albo się do Przemka przytulić, to odpowiedź brzmi: "tak". Przemek nie ma nic przeciwko, chętnie was wyściska. Spotkacie go 25 stycznia 2026 roku w Łodzi na Olechowie, przy ul. Zakładowej 65. Będzie czekał od ósmej rano aż do godz. 17 przed wejściem do Biedronki, a jeśli będzie bardzo zimno, szukajcie go w holu. A kto nie może przyjść, a chce wpłacić na WOŚP do skarbonki Przemka, znajdzie ją pod tym linkiem.
Zobacz także
