
Donald Trump ponownie przechwala się swoimi rezultatami w testach "inteligencji". Co w zasadzie kryje w sobie test, który tym razem rozbujał ego amerykańskiego prezydenta? Niestety nie to, na co liczy polityk. W zasadzie przechwałki głowy Białego Domu można porównać do 8-latka dumnego ze zdolności do wiązania butów.
"W przeciwieństwie do innych prezydentów USA, z których żaden nigdy nie przystąpił do zatwierdzonego, trudnego testu poznawczego, ja uzyskałem wynik 30 na 30" – stwierdził Donald Trump 31 maja na Truth Social. Dodał też, że wynik oznacza jego "ekstremalnie wysoką inteligencję".
"Czy demokraci są naprawdę zaskoczeni?" – zastanawiał się prezydent. "Właściwie to już mój czwarty taki test, wszystkie IDEALNE, czyli 120 poprawnych odpowiedzi na 120 pytań! Bardzo rzadko zdarza się, żeby ktoś uzyskał wynik IDEALNY, zwłaszcza cztery razy z rzędu" – spekulował przywódca USA.
Fajnie, ale co to w zasadzie znaczy? Jaki test rozwiązał Donald Trump?
Czego dotyczy test, który rozwiązywał Donald Trump? Prawdopodobnie, jak wynika z słów samego prezydenta, a także przekazów medialnych, był to tzw. test screeningowy w kierunku Mild Cognitive Impairment (MCI), łagodnych zaburzeń poznawczych.
Jest to stan, który często uważa się za fazę przejściową pomiędzy starzeniem się a poważniejszymi zmianami chorobowymi. Jego rozpoznanie jest kluczowe, gdyż pozwala na wprowadzenie działań prewencyjnych i spowolnienie szkodliwych zmian. MCI często objawia się trudnościami z pamięcią, uwagą i planowaniem. Traktowany jest jako wczesny symptom m.in. Alzheimera (czyli choroby, będącej jednym z najbardziej przerażających wyzwań współczesnej medycyny). Standardowo w celu ustalenia, czy MCI występuje u pacjenta, stosowany jest test Montreal Cognitive Assessment (MoCA).
Donald Trump nie poinformował, czy dokładnie chodzi o test MoCA, ale jest to wysoce prawdopodobne z kilku powodów. Po pierwsze – uzupełniał go w 2018 roku, co potwierdził jego lekarz, Ronny Jackson. Po drugie – kilkukrotnie potem powoływał się na "kolejne" sukcesy w teście kognitywnym, stąd "120 na 120". MoCA ma właśnie 30 pytań.
W klasycznej wersji możemy znaleźć tak trudne zadania, jak: nazywanie zwierząt, narysowanie zegara, narysowanie figury (siatka 3d), czytanie ciągów liter i klaskanie przy konkretnej literze czy proste odejmowanie. Słowem: to test z założenia prosty, który ma wykrywać faktyczne przypadki występowania MCI. Budowanie wokół niego tego typu narracji jest kolejną fazą budowania wizerunku "nadludzkiego prezydenta".
Czym są testy screeningowe?
Problem pojawia się w momencie, gdy zaczynamy oceniać skuteczność narzędzia MoCA i innych podobnych testów (jak MMSE) w kwestiach, których one nie dotyczą. W tym wypadku mowa o dwóch stwierdzeniach: "trudnego testu poznawczego" i "niezwykła inteligencja".
Badania przesiewowe, badania screeningowe (czasem spolszczane jako "skriningowe", ale forma ta jest wyjątkowo paskudna moim zdaniem) w przypadku tych, które dotyczą zdrowia psychicznego, kondycji kognitywnej i neurodegeneracji mają trzy główne założenia:
- Pozwalają na identyfikację stanu wymagającego interwencji na bardzo wczesnym stadium.
- Są nieinwazyjne, szybkie i bezpieczne, a także często po prostu tanie. Część z nich jest w domenie publicznej.
- Stanowią jedynie wsparcie diagnostyczne, ich główną zaletą jest zasięg i dostępność, a nie precyzja!
- Ich stosowanie jest szansą na ograniczenie kosztów, jakie ponosi system opieki zdrowotnej – pomoc na wczesnych etapach jest zazwyczaj tańsza.
- Są kluczowe w przypadku "kupowania czasu" w przypadku schorzeń, na które nie mamy remedium. Dają pole do zmiany stylu życia i wprowadzenia farmakologii, która spowalnia postęp zmian.
Punkt dotyczący wsparcia diagnostycznego jest tu kluczowy. Tego typu testy mają wyższą tolerancję wobec tzw. fałszywych pozytywów. Kluczowe jest tu omijanie fałszywych negatywów. Waga fałszywego rozpoznania i skierowania pacjenta na dalsze badania jest nieporównywalnie mniejsza niż ta związana z fałszywym pominięciem.
Specjaliści działający w branży pomocowej dobrze wiedzą, że wynik w takim teście nie oznacza diagnozy. Jeśli screening wykazuje, że coś jest nie tak, i tak wymaga to dogłębnego zbadania i wykorzystania znacznie bardziej kompleksowych narzędzi. Do momentu przeprowadzenia innych badań, wynik ze screeningu jest przede wszystkim sugestią.
A jak skuteczny jest test, który rozwiązywał Trump?
By oszacować skuteczność tego typu testów, warto posłużyć się metaanalizami. W Polsce powstała praca na ten temat, opublikowana w Psychiatrii Polskiej o tytule: "Czy test Montreal Cognitive Assessment (MoCA) może być skuteczniejszy od powszechnie stosowanego Mini-Mental State Examination (MMSE) w wykrywaniu łagodnych zaburzeń funkcji poznawczych u osób po 60. roku życia?".
Została ona opracowana przez naukowców z Katedry Kliniki Geriatrii Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy: Natalię Ciesielską, Remigiusza Sokołowskiego, Ewelinę Mazur, Martę Podhorecką, Annę Polak-Szabelę i Kornelię Kędziora-Kornatowską. Co istotne, metaanaliza ta ocenia skale w różnych językach, badanie uwzględniało raporty m.in. w języku angielskim, chińskim, japońskim i tureckim.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Z analizy 20 badań wynika, że przy standardowym, rekomendowanym progu, MoCA prawidłowo rozpoznaje osoby faktycznie wykazujące wcześniej wspomniane MCI w 89,97 proc. przypadków. Natomiast w przypadku swoistości, zdolności testu do poprawnego zaklasyfikowania osób zdrowych jako faktycznie zdrowych, skala radzi sobie znacznie gorzej, bo parametr ten osiąga 56,73 proc.
Czyli fałszywe negatywy zgodnie z badaniem z 2016 roku stanowią około 10 proc. wykryć, a fałszywe pozytywy (zdrowe osoby zaklasyfikowane jako chore) to ponad 43 proc. wykryć. Warto jednak odnotować, że to jest i tak bardzo dobry wynik, który sprawia, że test ten ma realną wartość w prewencji MCI.
Szkodliwość społeczna deluzji Trumpa
Donald Trump stał się jedną z flagowych postaci obecnego kultu inteligencji, gdzie IQ wynoszone jest na ołtarze jako uniwersalna miara kompetencji w każdej dziedzinie. Prezydent USA bardzo często używa określeń związanych z możliwościami kognitywnymi danych osób. Jeśli chce kogoś skomplementować, twierdzi, że ma on wysokie IQ i vice versa – jeśli ktoś jest mu przeciwny, od razu ląduje na liście "low IQ person". Bez jakiegokolwiek uwzględniania inteligencji emocjonalnej i innych ważnych czynników.
Z drugiej strony należy pamiętać, że MCI są poważnym problemem, ale przypisywanie im zdolności do określania poziomu inteligencji czy ogłaszania ich wyników w ramach dumnych postów na Truth Social jest ciosem poniżej pasa. Łagodne zaburzenia poznawcze, choć nie uniemożliwiają samodzielnego funkcjonowania, nie są normą. Zazwyczaj zakłada się, że występują one u około 20 proc. osób powyżej 60 roku życia (w badaniach funkcjonują jednak różne metody pomiaru i diagnozy, różne przedziały wiekowe, różne czynniki socjologiczne i społeczne, więc dokładny pomiar nie jest do końca możliwy).
Tezy Trumpa (dotyczące uzupełniania testu wiele lat temu) zostały przedstawione twórcy MoCA, Ziadowi Nasreddine, przez NBC News. Naukowiec stwierdził, że "Nie ma badań wykazujących korelację tego testu z testami IQ", a także, że "Celem nie było określenie osób o niskim poziomie IQ. Nie możemy więc powiedzieć, że ten test odzwierciedla czyjeś IQ".
W praktyce słowa Trumpa o braku występowania tych problemów u niego przypominają dumę 8-latka związaną z posiadaniem umiejętności wiązania butów.
