
Centra krwiodawstwa nie będą już wydawały zaświadczeń, dzięki którym mieliśmy pewność, że nasza krew zostanie przekazana konkretnemu pacjentowi. Czy z tego powodu zmaleje liczba krwiodawców? – pytają media. My spytaliśmy. Tych, którzy pomagają. I – jak okazało się w trakcie naszych rozmów – będą to robić bez względu na to, czy będą wiedzieć do kogo trafia ich krew.
Przyszedłem oddać krew dla swojego przyjaciela, który niedawno miał wypadek i w tej chwili leży w szpitalu. Oddaję krew nie pierwszy raz, z tą różnicą, że kiedy teraz zgłosiłem się po zaświadczenie, okazało się, że go nie dostanę. Nie rozumiem dlaczego, bo jako dawca chciałbym mieć świadomość, że moja krew naprawdę pomaga tej konkretnej osobie, na którą ją oddaję. CZYTAJ WIĘCEJ
Dyrektor NCK Jolanta Antoniewicz-Papis tłumaczy, że na decyzję o ich wycofaniu miały wpływ informacje o uzależnianiu leczenia pacjentów, dla których istnieje potrzeba przetaczania krwi i jej składników, od zapewnienia odpowiedniej ilości krwi od dawców będących krewnymi czy znajomymi danego pacjenta.
Nie będę wiedział o tym, komu oddaję swoją krew? Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Oddawałem krew raz, gdy moja córka była w szpitalu i miała przetaczanie krwi. Ona skorzystała z czyjejś, więc ja postanowiłem oddać swoją dla kogoś – nie dla konkretnej osoby, tylko dla tej, która akurat będzie potrzebowała. Innymi słowy – impulsem była konkretna osoba, ale przeznaczenie było ogólne. Wiedząc, że ktoś bezinteresownie pomógł mojej córce, ja też chciałem komuś pomóc. Po cichu, anonimowo.
Nigdy nie oddawałam krwi dla konkretnej osoby. Po prostu cieszę się, że mogę pomóc komukolwiek, kto będzie tej pomocy potrzebował.
Oddawałem krew tylko raz, dla zmarłej na białaczkę siatkarki Agaty Mróz. Czy oddałbym krew gdybym nie wiedział do kogo ona trafi? Jasne. Wtedy w ogóle nie przyszło mi do głowy, by pytać o jakiekolwiek zaświadczenie. Myślę sobie, że jutro może zabraknąć krwi dla mnie. I co wtedy?
Do oddania krwi zmusiła mnie sytuacja. Potrzebował tego mój chory ojciec. To był warunek jego leczenia. Zrobiłam to razem z siostrą. Otrzymałyśmy potwierdzenie, ale wówczas nie zaprzątałyśmy tym sobie głowy...

