Miłość babci i dziadka jest inna niż matki i ojca
Miłość babci i dziadka jest inna niż matki i ojca Fot. naTemat.pl

To babcia, a nie mama, pokazała mi, czym jest bezwarunkowa miłość. Dała ciepło rodzinne, którego nie dali rodzice, wysokopostawieni wojskowi – mówi Krzysztof z Gdyni. A brytyjski terapeuta z 30-letnim stażem dr Leon Seltzer uważa, że babciom i dziadkom łatwiej kochać wnuki niż własne dzieci. Dlaczego?

REKLAMA

– Mama robiła mi codzienne awantury... – zaczyna Krzysztof. Pytany, o co, po chwili milczenia odpowiada: – O wszystko. A właściwie o nic, bo z byle powodu. Nigdy nie wiedziałem, kiedy spadnie bomba, wybuchnie granat lub jakaś pułapka.

Te "saperskie" porównania są nieprzypadkowe, bo Krzysztof wychowywał się w rodzinie wojskowych. Dodaje, że "wysokopostawionych". Też nieprzypadkowo. Bo w takim domu nie brakuje niczego, jeśli chodzi o rzeczy materialne, ale często brakuje ciepła, czułości, miłości. W domu Krzysztofa był głównie wojskowy dryl. Rodzice rozstali się, jak miał trzy lata. Wkrótce pojawił się ojczym. Też wojskowy.

– Zrozumiałem, że muszę ewakuować się z domu. Czekałem na odpowiedni moment. Miałem 15 lat, gdy po awanturze z mamą, spakowałem plecak i powiedziełem, że jadę do babci. Mieszkała na wsi, a były wakacje, więc nie było w tym nic dziwnego. Rozmawiałem z babcią przez kolejne wieczory. O tym, co działo się w domu. Nie musiała ze mnie wyciągać wierzeń. Same ze mnie wychodziły, może dlatego, że babcia mnie przytulała? Z mamą tego nie doświadczyłem. Ani tego, że dziecko też można za coś przeprosić. A babcia to umiała – wspomina Krzysztof.

Z wiekiem stajemy się łagodniejsi

– Pacjenci, a było ich wielu, mówili mi nie raz, że woleli zwierzać się babci niż rodzicom – mówi psycholog dr Leon F. Seltzer w rozmowie z "Psychology Today". Wprawdzie zastrzega, że to tylko jego spostrzeżenia, ale widzi, że łatwiej kochać wnuki niż własne dzieci.

A już na pewno okazywać im miłość. I podaje cztery powody takiego stanu rzeczy. Zgadniecie, jakie? Niektórzy z wiekiem stają się zgorzkniali. Pamiętacie głównego bohatera "Opowieści wigilijnej" Charlesa Dickensa? No właśnie. Na szczęście nie dotyczy to większości ludzi. 

– Zwykle stajemy się coraz bardziej tolerancyjni i łatwiej wybaczamy. Dlatego babcie i dziadkowie postrzegają złe zachowanie u wnuków mniej surowo niż postrzegali je u własnych dzieci. To, co kiedyś by ich rozgniewałe, teraz uważają za urocze, a w każdym razie nie za powód do krytykowania i karania – mówi dr Leon F. Seltzer. A zresztą, kto dziś jeszcze chce karać dzieci?

 – W moim domu awantura mogła wybuchnąć z byle powodu. Ot, choćby taka sytuacja: mam 10 lat i już śpię. Mama wpada do pokoju z furią, że nie wyrzuciłem śmieci. Budzę się i wrzeszczę, a wtedy ona jeszcze głośniej. Jest lato, okna otwarte i słychać nas na pół dzielnicy. Może liczyłbym na to, że nie, gdyby nie to, że nazajutrz kolega powiedział mi, że jego tato wyszedł w nocy z psem i słyszał z mojego okna krzyki – wspomina Krzysztof.

Wciąż pamięta te sceny, jakby to zdarzyło się wczoraj. Tak, jak i kary. – Klasyka, bicie pasem. Wojskowym – grubym i szerokim. Robi większe wrażenie niż cienki, ale bicie nim mniej boli – mówi "na pociechę".

Wtedy, gdy uciekł do babci, myślał, że to do końca wakacji. To jeszcze nie miała być ucieczka. Został trzy lata. I już nigdy nie wrócił do domu. – Po maturze wyjechałem pracować "na statki", ale nie w Gdyni i nie na wojskowe. Miałem awersję do munduru. Pływałem po całym świecie, ale na pasażerskich, luksusowych – wspomina.

Harówka rodziców kontra sama (niemal) przyjemność bycia babcią i dziadkiem

– Matka wytykała mi, że jestem niewdzięczny, zazdrosny i samolubny. Sama mnie tego nauczyła, choć nie zdawała sobie z tego sprawy. Zresztą ja też zdałem sobie z tego sprawę dopiero po latach – mówi Krzysztof. I dodaje, że babcia była inna. – Nawet gdy się kłóciliśmy, to nie tak, jak z mamą. Babcia mówiła bez sensu, że jak wtyczka jest w gniazdku, to wyłączony telewizor pożera mnóstwo prądu. Denerwowała się, że zostawiam tę wtyczkę, bo "prąd trzeba oszczędzać", ale nie robiła o to dzikich awantur – mówi.

– Bycie rodzicem jest trudne. Dzieci bywają kłótliwe, uparte, bezmyślne. Nie ma rodzica, który nigdy się nie "rozczarował" dzieckiem. Babcie i dziadkowie nie zajmują się wnukami w najtrudniejszych momentach. Mogą delektować się tym, co w dzieciach fajne. Odpowiedzialność związana z wychowywaniem im odpada – tłumaczy dr Leon F. Seltzer.

Rzeczywiście, babcia i dziadek "nic nie muszą, a wszystko mogą". Chyba że są z tych, którzy pokładają w dzieciach własne niespełnione ambicje i jak nie udało im się z dziećmi, próbują z kolejnym pokoleniem.

Babcia i dziadek muszą się bardziej starać

– Pamiętam, jak zacząłem chodzić na siłownię. Babcia gotowała mi ryż, bo słyszała, że kurczaka i ryż jedzą ci, którzy "pakują". Kurczak był rzadko, może mięso było na kartki? Choć na wsi ludzie wymieniali się jedzeniem "w barterze", więc nie wiem. W każdym razie ryż czekał w garnku owiniętym gazetami i kocem, żeby nie wystygł. Nie wiem, jak to robiła, ale nieważne, o której wracałem, ryż był. Zawsze ciepły – mówi Krzysztof.

Psycholog dr Leon F. Seltzer: – Dzieci "muszą" kochać rodziców, bo od nich zależy ich przetrwanie. Kochają bezwarunkowo, nawet przemocowców. A babcia i dziadek muszą na miłość zapracować. – Moja babcia miała do mnie niewyobrażalną cierpliwość, choć różnica pokoleń to była przepaść, większa niż dziś – wspomina Krzysztof. Mówi, że wiele było takich sytuacji, o które z mamą by się pokłócił, ale z babcią kończyły się inaczej.

– Postanowiłem np., że zrobię remont łazienki, a babcia uparła się, że nie. Katagorycznie mi tego zabroniła. Podstępem wywiozłem ją na kilka dni do rodziny. Wróciła, zobaczyła łazienkę i zapraszała sąsiadki, żeby pochwalić się, jak to wnuk wyremontował łazienkę i kuchnię za jednym zamachem. Była ze mnie taka dumna. I nawet słowem się nie zająknęła, że jej nie posłuchałem.

Druga szansa na naprawę błędów

– Gdy rodzice się starzeją, często rozpamiętują błędy, jakie popełnili wobec dzieci. A one mogą im zresztą mówić, że czuły się nadmiernie kontrolowane, lekceważone i nie otrzymywały tyle wsparcia, ile potrzebowały – mówi dr Leon F. Seltzer. 

I rzeczywiście, dziś dorosłe dzieci, szczególnie jeśli chodzą na terapię, zaczynają wypominać rodzicom błędy, nawet jeśli popełniali je w dobrej wierze. Gdy więc rodzice zostają dziadkami, mogą próbować te błędy "naprawić" w kolejnym pokoleniu.

– Mój przypadek jest nietypowy, bo babcia w pewnym sensie musiała być mamą, więc miała tę niewdzięczną robotę z wychowaniem nastolatka. Pamiętam, jak wywalała z domu moich znajomych, gdy uznała, że za długo siedzą. Ale nie robiła tego siłowo. W przeciwieństwie do mojej mamy, która nie umiała niczego zrobić na miękko. Nasuwają mi się smutne porównania: matka vs. babcia, czyli potwór kontra najbardziej ukochana osoba i myślę, że to aż nie do wiary, że moja mama to jej córka – mówi Krzysztof.

– Z mamy nigdy nie można było zażartować. A z babci mogłem się śmiać, że śpi z otwartymi ustami. Albo z tego, że ogląda te swoje seriale, jakieś opery mydlane – "Niewolnicę Isaurę" i "Modę na sukces", ale nie obrażała się, że "smarkacz śmieje się ze starszej osoby, jak on śmie!" Lubiłem, jak telewizor jej źle odbierał, bo miałaby wtedy dzień stracony, gdyby nie to, że wtedy ja wchodziłem do gry i majstrowałem coś przy antenie. I oczywiście telewizor "cudownie" zaczynał odbierać – dodaje Krzysztof.

Jego babcia już nie żyje. – Od jej śmierci nie lubię wracać do mieszkania, które mi po niej zostało. Nie chcę wspomnień, bo wracają też te dotyczące mamy i tego, jak porównywała mnie do innych, oczywiście na moją niekorzyść. Aż ja zacząłem porównywać ją do innych matek. Tak zrodziła się we mnie zazdrość – nie tylko o kolegów, bo uważała ich za lepszych ode mnie, ale też o to, że mają lepszych rodziców, a szczególnie matki – wspomina Krzysztof. Z mamą dziś rzadko się widuje – raz na parę lat. Każde spotanie kończy się awanturą, choć ona zawsze ma nadzieję, że może tym razem będzie inaczej.