E-papierosy nie są tak bezpieczne. Nowe dane budzą obawy
E-papierosy nie są tak bezpieczne. Nowe dane budzą obawy Fot. Chiara Summer / Unsplash

Nowe ustalenia naukowców rzucają cień na popularne e-papierosy. Coraz więcej wskazuje na to, że "bezpieczna alternatywa" dla palenia może mieć poważne konsekwencje zdrowotne.

REKLAMA

Choć przez lata wapowanie przedstawiano jako mniejsze zło, dziś ten obraz zaczyna się wyraźnie kruszyć.

Najmocniejsze dowody do tej pory

Najnowsze badanie opublikowane w czasopiśmie "Carcinogenesis" przynosi jeden z najbardziej kompleksowych przeglądów dotyczących wpływu e-papierosów na zdrowie. Pracę przygotował międzynarodowy zespół naukowców pod kierownictwem prof. Bernarda Stewarta z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii w Sydney.

Analiza objęła szerokie spektrum badań, od obserwacji klinicznych, przez eksperymenty na zwierzętach, po testy laboratoryjne. Wnioski są jednoznaczne – wapowanie prawdopodobnie zwiększa ryzyko raka płuc oraz jamy ustnej.

– Z naszej wiedzy wynika, że ten przegląd jest najbardziej definitywnym dowodem na to, że osoby wapujące są bardziej narażone na raka w porównaniu z osobami, które tego nie robią – podkreśla prof. Stewart.

Jednocześnie badacze zaznaczają, że ich analiza ma charakter jakościowy. Oznacza to, że nie określa jeszcze dokładnie, jak duże jest to ryzyko – na takie dane trzeba będzie poczekać nawet dekady.

Co dokładnie szkodzi?

Choć e-papierosy nie spalają tytoniu, nie oznacza to, że są neutralne dla organizmu. Wręcz przeciwnie. Naukowcy zidentyfikowali w aerozolach wytwarzanych przez te urządzenia liczne substancje rakotwórcze – w tym lotne związki organiczne oraz metale uwalniane z elementów grzewczych.

Badania wykazały również:

  • uszkodzenia DNA u użytkowników e-papierosów,
  • zwiększony stres oksydacyjny,
  • przewlekłe stany zapalne tkanek,
  • powstawanie guzów płuc w eksperymentach na zwierzętach.
  • Zestawienie tych danych prowadzi do jednego wniosku. Mianowicie mechanizmy prowadzące do rozwoju raka są w przypadku wapowania wyraźnie obecne.

    Moda, która wymknęła się spod kontroli

    E-papierosy pojawiły się na rynku na początku XXI wieku i szybko zdobyły popularność jako "zdrowsza alternatywa" klasycznych papierosów. Dziś jednak ich wizerunek coraz częściej rozmija się z rzeczywistością. Kolorowe, aromatyzowane urządzenia szczególnie upodobali sobie młodzi ludzie. W wielu krajach, mimo regulacji, wapowanie stało się codziennym widokiem w przestrzeni publicznej – przed szkołami, na przystankach czy w klubach.

    Eksperci zwracają uwagę, że problem nie dotyczy tylko samego wapowania, ale także jego roli jako "bramy" do tradycyjnego palenia.

    – Wiadomo, że e-papierosy są bramą do palenia, a tym samym do raka. Jednak zakres, w jakim same w sobie mogą powodować raka, nie spotkał się z tak dużym zainteresowaniem w badaniach. Dowody były zadziwiająco spójne w różnych dziedzinach. Dały one podstawę do jednoznacznego wniosku, chociaż badania na ludziach, które szacują to ryzyko, zajmą dekady – mówi współautor badania, prof. Freddy Sitas.

    Podwójne uzależnienie, podwójne ryzyko

    Jednym z najbardziej niepokojących zjawisk jest tzw. dual use, czyli jednoczesne palenie papierosów i korzystanie z e-papierosów.

    Większość osób, które używają e-papierosów, aby rzucić palenie, wpada w stan podwójnego zawieszenia, nie mogąc pozbyć się żadnego z nałogów – ostrzega prof. Sitas.

    Z najnowszych danych epidemiologicznych wynika, że osoby łączące oba nałogi mogą być nawet czterokrotnie bardziej narażone na rozwój raka płuc niż osoby, które nie palą.

    Czy historia zatacza koło?

    Naukowcy widzą niepokojące podobieństwa między obecną sytuacją a historią badań nad paleniem tytoniu. W przypadku papierosów minęły dziesięciolecia, zanim oficjalnie uznano ich związek z rakiem płuc. Wcześniejsze sygnały ostrzegawcze były długo ignorowane lub bagatelizowane.

    – Wczesne doniesienia łączyły palenie z chorobami zakaźnymi, takimi jak gruźlica, a następnie z chorobami układu krążenia, udarem mózgu i rakiem płuc – mówi prof. Sitas.

    Ekspert twierdzi, że ten sam schemat może teraz występować w przypadku wapowania i że naukowcy nie powinni powtarzać opóźnienia, które miało miejsce w przypadku papierosów.

    – E-papierosy zostały wprowadzone około 20 lat temu. Nie powinniśmy czekać kolejnych 80 lat, aby zdecydować, co zrobić – dodaje badacz.

    W takim razie, co dalej?

    Choć na ostateczne, długoterminowe dane trzeba jeszcze poczekać, kierunek badań jest coraz bardziej spójny. Wapowanie przestaje być postrzegane jako "bezpieczna alternatywa", a zaczyna jako potencjalne zagrożenie zdrowotne na dużą skalę. Dla milionów użytkowników na całym świecie może to oznaczać jedno – czas ponownie przemyśleć, czy e-papierosy rzeczywiście są tak nieszkodliwe, jak jeszcze niedawno się wydawało.