kobieta, dziecko
Kobieta "nosi dziecko w sercu" i to naprawdę. NIezasomita zależność biologiczna. Fot. shutterstock

Okazuje się, że słowa kobiet o tym, że "noszą dziecko w sercu" wcale nie oznaczają tylko metafory. Mają zaskakujące odniesienie w biologii. Polska immunolog, profesor nauk biologicznych Agnieszka Szuster-Ciesielska zwróciła uwagę na pewną niesamowitą zależność, która dotyczy nie tylko mam, ale w ogóle wszystkich kobiet, które choć raz były w ciąży.

REKLAMA

Profesor nauk biologicznych Agnieszka Szuster-Ciesielska, która na co dzień wykłada też na Uniersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie podzieliła się wiedzą nauką, która zawsze wywołuje duże zainteresowanie wśród jej studentów i nie bez powodu.

To jedna z najciekawszych rzeczy, która dotyczy nie tylko mam ale i kobiet, które były w ogóle choć raz w swoim życiu w ciąży. Ta mogła się nawet skończyć bardzo wcześnie i nie zakończyć porodem.

"Noszę dziecko w sercu" – nabiera innego znaczenia...

"Otóż podczas każdej ciąży, już od około siódmego tygodnia, przez łożysko przedostają się w obie strony nie tylko cząsteczki, ale całe żywe komórki. Z dziecka do matki i z matki do dziecka. I co najbardziej zdumiewające, część z tych komórek zostaje w organizmie matki nie na kilka dni, nie na kilka miesięcy, tylko na całe dekady. Zjawisko to nazwano mikrochimeryzmem, od imienia mitologicznej Chimery" – wyjaśniła w poście na platformie X doświadczona immunolog i wykładowczyni.

Już w latach 90. doszli do tego odkrycia amerykańscy naukowcy, ale wówczas potraktowano to tylko jako ciekawostkę. Badania w kolejnych latach wykazały, że komórki płodowe nie zostają tylko we krwi – migrują dalej. I tak osiedlają się w wątrobie, w tarczycy, w skórze, w piersiach, w sercu, i, co najbardziej zdumiewające, nawet w mózgu.

Dlatego powiedzenie "nosić dziecko w swoim sercu", nabiera zupełnie innego znaczenia i już nie jest tylko metaforą. Jednym z najciekawszych przykładów, które przytoczyła Szuster-Ciesielska jest ten 94-letniej kobiety.

"Najbardziej zaskakująca rzecz w całej immunologii"

Po śmierci kobiety zbadano jej DNA – i wyszło, że ma też DNA męskie. "Mogło ono się tam wziąć tylko z jednego źródła: od syna noszonego pod sercem dziesiątki lat wcześniej. Powtórzę, bo to brzmi nieprawdopodobnie. Komórki, które trafiły do mózgu z łożyska, przeżyły tam prawie sto lat. Pokonały przy tym barierę krew-mózg, którą uważa się za jedną z najszczelniejszych w ludzkim organizmie" – czytamy w poście profesor nauk biologicznych.

A po co to wszystko? Naukowcy z tej dziedziny sprawdzają różne hipotezy, większość z nich potrzebuje jeszcze bardziej rozszerzonych badań, aby potwierdzić skuteczność. Szuster-Ciesielska przyznała jednak, że takie komórki dziecka w ciele matki "czasem pomagają, czasem przeszkadzają, czasem ratują życie, czasem wywołują chorobę". "Ale są latami, dekadami, czasem prawie do końca życia. To dla mnie jedna z najpiękniejszych i najbardziej zaskakujących rzeczy w całej immunologii" – wyznała.

Ekspertka na koniec zaznaczyła, że to pozwoliło jej spojrzeć na związek matka-dziecko zupełnie z innej perspektywy. "Bo to nie jest tylko więź emocjonalna i pamięć. To jest też związek biologiczny, który zostaje w ciele dosłownie" – podsumowała.