
Jeszcze niedawno dzień wielu osób zaczynał się od szybkiego przeglądu wiadomości. Telefon, kawa, nagłówki. Dziś ten rytuał coraz częściej znika. Nie dlatego, że ludzie przestali interesować się światem. Raczej dlatego, że świat zaczął wdzierać się do głowy bez chwili przerwy.
Psychologowie mówią wprost – nasze mózgi nie są przystosowane do życia w permanentnym stanie alarmu. A właśnie tak wygląda dziś kontakt z informacjami. Wojny, katastrofy, kryzysy, przemoc, kolejne "pilne". Wszystko naraz. Często jeszcze przed śniadaniem. Nic dziwnego, że coraz częściej mówi się wręcz, iż nowoczesność zjada nasz układ nerwowy szybciej, niż jesteśmy w stanie się przystosować.
Niekończący się potok złych wiadomości
Z raportu Reuters Institute "2025 Digital News Report" wynika, że 40 proc. badanych na świecie przynajmniej czasami unika wiadomości. A jak ta sytuacja wygląda w naszym kraju? Aż 43 proc. respondentów z Polski przyznało, że świadomie odcina się od newsów choć od czasu do czasu. Dla porównania, w niektórych innych krajach europejskich (takich jak Bułgaria, Chorwacja czy Grecja) wskaźniki te osiągają znacznie wyższe wartości, przekraczając nawet 60%. Mimo tej różnicy raczej nie ma się z czego cieszyć.
A dlaczego coraz więcej ludzi odcina się od newsów? W zasadzie te same powody powtarzały się niemal w każdym kraju:
Wiele osób opisywało codzienny kontakt z mediami jak stanie pod strumieniem nieustannie napływających złych informacji. Specjaliści podkreślają jednak, że nie chodzi o lenistwo ani społeczną obojętność. To bardziej odruch obronny niż świadoma ucieczka od rzeczywistości.
Ewolucja nauczyła człowieka jednego – przetrwanie ma pierwszeństwo. Nasz układ nerwowy przez wieki rozwijał się tak, by jak najszybciej wychwytywać zagrożenia. Dlatego złe wiadomości przyciągają uwagę silniej niż dobre. Psychologia nazywa to negatywnym nastawieniem (z ang. negativity bias) – skłonnością do mocniejszego reagowania na negatywne bodźce. Dla dawnych ludzi miało to sens. Szelest w trawie mógł oznaczać drapieżnika. Zachwycanie się zachodem słońca nie zwiększało szans na przeżycie. Problem w tym, że biologicznie niewiele się zmieniliśmy. Za to środowisko informacyjne zmieniło się całkowicie.
Jeden człowiek, tysiące kryzysów
Jeszcze kilkaset lat temu większość ludzi żyła w niewielkich społecznościach. Informacje dotyczyły głównie tego, co działo się blisko – suszy, choroby czy konfliktu w sąsiedniej miejscowości. Dziś kilka minut wystarczy, by przeczytać o wojnie, katastrofie klimatycznej, recesji i brutalnym przestępstwie. Wszystko w jednej aplikacji. Jedno po drugim.
Badanie opublikowane w "Nature Human Behaviour" pokazało, że negatywne nagłówki skuteczniej przyciągają uwagę odbiorców. Naukowcy przeanalizowali ponad 105 tys. prawdziwych tytułów wiadomości wyświetlonych niemal 6 mln razy. Każde dodatkowe negatywne słowo zwiększało liczbę kliknięć. Na tym samym mechanizmie działają media społecznościowe, w których algorytmy social mediów zmienią twoje poglądy szybciej, niż myślisz. Im silniejsza emocja – szczególnie lęk, złość albo oburzenie – tym większe zaangażowanie użytkowników.
Coraz częściej badacze używają też pojęcia "Problematycznej Konsumpcji Wiadomości" (Problematic News Consumption; PNC). Chodzi o sytuację, w której śledzenie informacji zaczyna odbijać się na psychice, codziennym funkcjonowaniu i poziomie stresu. W badaniu z 2022 roku 17 proc. dorosłych Amerykanów zakwalifikowano do grupy z ciężkim poziomem PNC. Wśród nich aż 61 proc. osób deklarowało regularne pogorszenie samopoczucia psychicznego. Szczególnie trudna sytuacja dotyczy tych, których dramatyczne wydarzenia dotyczą bezpośrednio. Migrantów śledzących informacje z rodzinnych krajów. Społeczności narażonych na przemoc czy dyskryminację. W takich przypadkach rada w stylu "po prostu odłóż telefon" często brzmi całkowicie oderwanie od rzeczywistości.
Zobacz także
Całkowite odcięcie też nie pomaga
Psychologowie zaznaczają jednak, że ucieczka od informacji nie jest idealnym rozwiązaniem. Demokracja opiera się na świadomych obywatelach, a brak kontaktu z rzetelnymi mediami może zwiększać podatność na manipulacje czy dezinformację – zwłaszcza dziś, gdy newsy od AI stają się plagą – oraz na emocjonalne treści z social mediów. Dlatego eksperci sugerują raczej zmianę sposobu konsumowania newsów niż całkowitą rezygnację z nich.
Pomaga ograniczenie czasu spędzanego na scrollowaniu i wyznaczenie konkretnych pór na sprawdzanie wiadomości. Znaczenie ma też jakość źródeł. Jeden porządny reportaż albo dobrze opracowany tekst potrafi dać więcej niż dziesiątki agresywnych postów przewijanych w pośpiechu. Ważne okazuje się również poczucie sprawczości. Badania pokazują, że stres najmocniej rośnie wtedy, gdy człowiek widzi problem, ale nie ma poczucia wpływu na sytuację.
Czasem pomagają nawet drobne działania:
Mózg nie nadąża, ale może się nauczyć
Eksperci nie mają wątpliwości, że media nie przestaną informować o kryzysach, a internet nadal będzie premiował treści wywołujące silne emocje. Coraz częściej mówi się wręcz o tzw. kuszeniu wściekłością, czy też podżeganiu do wściekłości (z ang. rage bait). To nic innego jak publikacje tworzone głównie po to, by prowokować użytkowników i utrzymywać ich uwagę jak najdłużej.
Możemy jednak zmienić relację z informacjami. Psychologowie przekonują, że świadomość tych mechanizmów może bowiem działać ochronnie. Nasz mózg nie powstał po to, by codziennie odbierać tysiące dramatycznych bodźców z całego świata. Ma jednak inną cechę, która przez wieki pomagała ludziom przetrwać – potrafi się adaptować.
