
Gdy rozmowa schodzi na temat seksualności, prędzej czy później pojawia się on… testosteron. Wiele osób zastanawia się, czy poziom tego hormonu może wpływać nie tylko na libido, ale także na orientację seksualną. Naukowcy są jednak ostrożni z takimi wnioskami. Choć hormony mają znaczenie, ich wpływu nie da się sprowadzić do prostego schematu.
Jeszcze niedawno testosteron przedstawiano niemal jako główny motor seksualności. Dziś wiadomo, że wpływa on przede wszystkim na poziom pożądania. Nie wyjaśnia natomiast w prosty sposób, dlaczego odczuwamy pociąg do określonych osób.
Hormony i libido. Tutaj ich znaczenie jest dobrze poznane
Hormony rzeczywiście biorą udział w regulowaniu popędu seksualnego. Najważniejszą rolę odgrywa testosteron — to on wiąże się z motywacją, pobudzeniem i zainteresowaniem seksem. Ale na tym prostota się kończy. Bo nawet gdy poziom testosteronu jest zbliżony, libido u dwóch osób może różnić się diametralnie. Znaczenie mają także:
Do tego dochodzą stan zdrowia, kondycja psychiczna, jakość relacji oraz codzienny stres. Coraz częściej mówi się również o tym, jak ze sobą wiążą się leki antydepresyjne a spadek libido.
Od dawna podkreśla się, że popęd seksualny to efekt nakładania się kilku warstw: biologii, psychiki i środowiska. Hormony mają tu swoją rolę, ale nie grają w pojedynkę. Ich wpływ widać w natężeniu libido, nie w jego źródle. A to sprawia, że może ono falować – z wiekiem lub pod wpływem ważnych zmian w życiu.
Czy hormony decydują o orientacji seksualnej?
Tu często pojawia się uproszczenie, które wraca w debatach jak bumerang. Aktualne badania nie potwierdzają, by poziom hormonów u dorosłych osób miał decydować o orientacji seksualnej. Od lat porównuje się ich stężenia w różnych grupach – heteroseksualnych, homoseksualnych i biseksualnych. Efekt? Nadal brak jednego, powtarzalnego wzorca, który tłumaczyłby różnice w orientacji.
Pojawiały się wprawdzie badania sugerujące nieco wyższy poziom testosteronu u części kobiet homoseksualnych i biseksualnych. Problem w tym, że wyniki te nie były regularnie potwierdzane przez kolejne analizy. W wielu przypadkach badania dotyczyły niewielkich grup. To ważne ograniczenie, które trzeba brać pod uwagę przy interpretacji wyników. Mimo to dzisiejsza wiedza jest dość spójna: hormony u dorosłych ludzi wpływają przede wszystkim na siłę pożądania, nie na jego kierunek.
Inaczej wygląda to, gdy cofniemy się do okresu przed narodzinami. Tam hormony odgrywają inną rolę. Uczestniczą w budowie mózgu i kształtowaniu jego struktur. Wtedy pojawiają się tzw. organizacyjne efekty hormonalne. Innymi słowy – sygnały hormonalne pomagają tworzyć i porządkować sieci nerwowe odpowiedzialne za zachowania, w tym seksualne.
Po dojrzewaniu sytuacja wygląda inaczej. Hormony w dorosłym organizmie działają głównie aktywacyjnie. Nie przebudowują mózgu. Raczej "regulują" to, co już istnieje. Wpływają na libido, emocje, reakcje ciała. Ale nie sięgają głębiej – nie zmieniają fundamentów seksualności. Dlatego w aktualnych modelach biologicznych większy ciężar kładzie się na okres prenatalny niż na poziomy hormonów mierzone u dorosłych.
Co specjaliści wynieśli z badań?
Szczególnie cennych informacji dostarczyły badania osób z zaburzeniami rozwoju hormonalnego. Jednym z przykładów jest wrodzony przerost nadnerczy (CAH), związany ze zwiększoną ekspozycją płodu na androgeny. Kobiety z tym schorzeniem częściej deklarują nieheteroseksualny pociąg lub identyfikację niż kobiety bez CAH. Nie oznacza to jednak istnienia prostego schematu. W obrębie tej grupy nadal występuje duża różnorodność.
CAIS, czyli zespół całkowitej niewrażliwości na androgeny, bywa też często przywoływany w badaniach nad seksualnością. Osoby z tym schorzeniem mają chromosomy XY, ale ich organizm nie reaguje na androgeny. Z reguły rozwijają kobiecą tożsamość płciową i odczuwają pociąg do mężczyzn. Dla naukowców to ważna wskazówka – pokazuje, że hormony w okresie płodowym mogą wpływać na rozwój seksualności. Nie daje jednak odpowiedzi w formie jednego, prostego mechanizmu.
Coraz większą rolę odgrywają dziś badania neuroobrazowe. To one pozwalają zajrzeć w strukturę i aktywność mózgu osób o różnych orientacjach seksualnych. Badacze szukają w ten sposób biologicznych korelatów obserwowanych różnic. W części prac pojawiają się sugestie subtelnych odmienności w obszarach związanych z zachowaniami społecznymi i reprodukcją. Wskazywano między innymi na różnice w:
Z interpretacją tych wyników naukowcy nadal są ostrożni. Wiele badań opiera się na małych grupach, a ich wyniki nie zawsze dają się powtórzyć. Nawet jeśli pewne różnice rzeczywiście istnieją, ich znaczenie pozostaje niejasne – trudno stwierdzić, czy są przyczyną orientacji seksualnej, jej skutkiem, czy tylko pobocznym śladem innych procesów biologicznych.
Zobacz także
Jeden hormon nie wyjaśni ludzkiej seksualności
Najważniejszy wniosek płynący z dotychczasowych badań jest dość prosty – orientacji seksualnej nie da się sprowadzić do jednego czynnika biologicznego. Nie odkryto genu, który samodzielnie odpowiadałby za orientację seksualną. Nie znaleziono też hormonu pozwalającego ją przewidywać lub zmieniać.
Coraz więcej danych wspiera natomiast model wieloczynnikowy. Znaczenie mają w nim wpływy hormonalne we wczesnym okresie rozwoju, uwarunkowania genetyczne, procesy neurologiczne oraz różnorodne czynniki środowiskowe. Dodatkową trudność stanowi sama definicja orientacji seksualnej. W zależności od badania można ją opisywać poprzez tożsamość, zachowania lub odczuwany pociąg. Te elementy nie zawsze pokrywają się w identyczny sposób u wszystkich ludzi.
Obecny stan wiedzy dość konsekwentnie rozdziela dwie rzeczy: libido i orientację seksualną. Hormony mogą silnie modulować popęd, ale ich rola kończy się na poziomie intensywności, nie kierunku. Nie wykazano, by u dorosłych determinowały one, do kogo odczuwamy pociąg. W grę wchodzi raczej złożona kombinacja czynników biologicznych i środowiskowych. Mechanizm ten pozostaje częściowo nieuchwytny. Jedno nie budzi większych wątpliwości – nie da się go sprowadzić wyłącznie do hormonów.


