
Jeszcze niedawno malaria i denga wydawały się problemem odległych krajów. Europa czy Ameryka Północna pozostawały poza głównym obszarem zagrożenia. Dziś ten podział przestaje być tak oczywisty. Ocieplający się klimat i ekspansja komarów sprawiają, że choroby dotąd uznawane za egzotyczne pojawiają się tam, gdzie wcześniej praktycznie ich nie notowano.
Z różnych części świata napływają kolejne sygnały świadczące o tej zmianie. Eksperci przekonują, że systemy ochrony zdrowia powinny przygotować się na scenariusz, w którym zakażenia przenoszone przez komary staną się wyzwaniem także dla krajów globalnej Północy.
Najgroźniejszy zabójca w historii ludzkości
Jeszcze kilka lat temu informacja o komarze na Islandii mogłaby brzmieć jak przyrodnicza ciekawostka. Tymczasem właśnie taki przypadek odnotowano na obrzeżach Reykjaviku.
Miłośnik owadów Björn Hjaltason podczas wieczornego sprawdzania pułapki zauważył nietypowego intruza. Wykonał zdjęcia i przesłał je entomologowi. Ekspert potwierdził przypuszczenia – był to pierwszy dziko żyjący komar zaobserwowany na Islandii. To tylko jeden przypadek, ale dla badaczy ma duże znaczenie. Pokazuje bowiem, że komary stopniowo zdobywają tereny, na których wcześniej nie mogły przetrwać.
A stawką nie jest wyłącznie zmiana mapy ich występowania. Komary od tysięcy lat są uznawane za jedne z najgroźniejszych zwierząt, jakie spotyka człowiek. To one odpowiadają za rozprzestrzenianie się m.in.:
Komary od dawna wpływają na losy ludzi. Wpływały na przebieg wojen, zmieniały populacje i inspirowały twórców. Według szacunków wywoływane przez nie choroby mogły odpowiadać za śmierć nawet połowy mieszkańców Ziemi, którzy żyli w historii ludzkości. Dziś nadal pozostają jednym z największych zagrożeń, powodując około miliona zgonów rocznie.
Klimat sprzyja ekspansji komarów
Ocieplający się klimat działa na korzyść komarów. Cieplejsze warunki pozwalają im przetrwać w nowych miejscach, a zmieniające się opady dostarczają im kolejnych przestrzeni do rozmnażania. Znaczenie mają również intensywne podróże lotnicze. Dzięki nim zarówno owady, jak i przenoszone przez nie patogeny mogą pokonać tysiące kilometrów w ciągu kilku godzin. Nie bez znaczenia pozostaje także urbanizacja. Betonowe miasta, porzucone pojemniki, rynny czy niewielkie kałuże po deszczu mogą stać się miejscami, w których owady znajdują idealne warunki do rozmnażania. Swoje robi także wycinanie lasów, które zmienia lokalne ekosystemy.
Jednym z największych wyzwań jest komar z rodzaju Aedes. To mistrz przystosowania. Żyje blisko człowieka, atakuje w ciągu dnia i nie potrzebuje wiele, by się rozmnażać. Samicy wystarczy czasem zaledwie odrobina stojącej wody – tyle, ile mieści plastikowa nakrętka.
Eksperci podkreślają, że rozszerzanie zasięgu występowania komarów oznacza również powrót chorób do regionów, które przez dekady były od nich wolne. Dobrze pokazuje to sytuacja związana z dengą. W 2024 roku świat zmagał się z rekordową falą zachorowań na dengę. Liczba zachorowań i zgonów związanych z tą chorobą osiągnęła rekordowy poziom. Portoryko zdecydowało się ogłosić stan zagrożenia zdrowia publicznego, a lokalne zakażenia wykrywano także na Florydzie, w Teksasie oraz Kalifornii.
Niepokojące sygnały dotyczą także malarii. Mimo że USA pozbyły się tej choroby w połowie XX wieku, odpowiedzialne za jej przenoszenie komary z rodzaju Anopheles nadal tam żyją. W 2023 roku, po okresie wyjątkowych upałów i wzroście liczby przypadków przywożonych zza granicy, pojawiły się pierwsze od 20 lat lokalne zakażenia. Równocześnie rośnie liczba infekcji wywołanych wirusem Zachodniego Nilu oraz gorączką chikungunya.
Zobacz także
System ochrony zdrowia powinien przygotować się już teraz
Przez lata malaria i denga trafiały na listę podejrzeń lekarzy głównie wtedy, gdy pacjent wrócił z dalekiej podróży. Tropiki były pierwszym skojarzeniem. Dziś ten trop może prowadzić na manowce.
Jak zauważają autorzy analizy, pacjent z wysoką gorączką, wysypką czy objawami krwotocznymi nie musi mieć za sobą żadnego egzotycznego wyjazdu. Do zakażenia może dojść lokalnie – po ukąszeniu komara przenoszącego groźny patogen. Dobrym przykładem jest Los Angeles. Dziewięć dni. Tyle średnio trwało oczekiwanie na właściwą diagnostykę u pacjentów z lokalną dengą w Los Angeles. W przypadku infekcji, która może szybko się rozprzestrzeniać, taki czas ma znaczenie. Im później choroba zostanie rozpoznana, tym trudniej ograniczyć jej skutki.
Lekarze będą musieli nauczyć się patrzeć na dawne „egzotyczne” choroby inaczej. Denga, malaria czy chikungunya nie mogą być już traktowane wyłącznie jako problem osób wracających z dalekich podróży. Konieczne będzie lepsze przygotowanie szpitali, laboratoriów i samych medyków.
Dlatego historia komara odnalezionego na Islandii nie powinna być traktowana jako osobliwość. To mały owad, ale jego pojawienie się przypomina o dużej zmianie, która właśnie zachodzi.


