
Nie trzeba było zakazywać słodyczy ani namawiać ludzi do całkowitej zmiany diety. Duńczycy ograniczyli konkretny składnik wykorzystywany przez przemysł spożywczy. Po latach naukowcy sprawdzili, co ta decyzja oznaczała dla zdrowia mieszkańców.
Jedna decyzja zmieniła skład żywności, a efekt po latach było widać w statystykach. Dania jako pierwszy kraj mocno ograniczyła tłuszcze trans.
Tłuszcze trans nie służą sercu
Chodzi o izomery trans kwasów tłuszczowych, czyli popularne tłuszcze trans. Ich przemysłowa forma powstaje przede wszystkim podczas częściowego uwodorniania olejów roślinnych. W ten sposób płynny olej staje się bardziej stały i mniej podatny na utlenianie. Z punktu widzenia producentów to wygodne rozwiązanie. Dla zdrowia już niekoniecznie. Tłuszcze trans mają niekorzystny wpływ na profil cholesterolu. Podnoszą poziom LDL, a jednocześnie obniżają stężenie HDL. Taka kombinacja sprzyja miażdżycy i zwiększa ryzyko chorób układu krążenia. WHO zaleca, by tłuszcze trans dostarczały mniej niż 1 proc. dziennej energii.
Przemysłowe tłuszcze trans były obecne przede wszystkim w produktach zawierających częściowo uwodornione oleje roślinne. Wykorzystywano je m.in. do produkcji wyrobów cukierniczych, gotowych ciast, kremów, przekąsek oraz części dań typu fast food. Przy zakupach nadal warto więc zwracać uwagę na skład. Niepokój powinny wzbudzić określenia "częściowo uwodorniony" lub "częściowo utwardzony olej roślinny".
Dania zrobiła to wcześniej niż reszta Europy
W 2003 r. Dania jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła ustawowy limit zawartości przemysłowych tłuszczów trans. Ustalono go na poziomie 2 g na 100 g tłuszczu. Regulacja nie obejmowała tłuszczów trans, które występują naturalnie w produktach pochodzenia zwierzęcego.
Efekt było widać także w kolejnych latach. W porównaniu z innymi krajami OECD w Danii w ciągu pierwszych trzech lat po wprowadzeniu ograniczeń odnotowano średnio o 14,2 zgonu z powodu chorób układu krążenia mniej na 100 tys. mieszkańców rocznie. W latach 2004–2012 różnica wzrosła do 22 zgonów.
Mniej było również incydentów sercowo-naczyniowych. Nie wiadomo jednak, w jakim stopniu przyczyniło się do tego samo ograniczenie tłuszczów trans. Na takie statystyki pracuje wiele czynników jednocześnie. Palenie papierosów, ciśnienie krwi, ruch, dieta czy dostęp do leczenia również mają tu znaczenie. Dlatego duńskiej regulacji nie należy traktować jako jedynego wyjaśnienia obserwowanej poprawy.
Zobacz także
Dziś podobne ograniczenia obowiązują w Polsce
Duńskie rozwiązanie z czasem trafiło także do innych krajów. Od kwietnia 2021 r. w całej UE obowiązuje limit 2 g przemysłowych tłuszczów trans na 100 g tłuszczu. Przepisy nie obejmują jednak ich naturalnie występujących odpowiedników w tłuszczu zwierzęcym. Mimo ograniczeń tłuszcze trans nadal nie są pożądanym składnikiem diety. Ich nadmiar zwiększa ryzyko chorób serca. Może też mieć związek z zaburzeniami metabolicznymi i stanem zapalnym.
To także przykład działania, które nie przerzuca całej odpowiedzialności na konsumenta. Ograniczenie tłuszczów trans zaczyna się już w produkcji żywności. Dania pokazała ponad 20 lat temu, że zmiana prawa może przełożyć się na to, co trafia na sklepowe półki.


