Dwie–trzy kawy dziennie mogą wspierać psychikę. To naprawdę dobra wiadomość dla kawoszy
Dwie–trzy kawy dziennie mogą wspierać psychikę. To naprawdę dobra wiadomość dla kawoszy Fot. Unsplash.

Poranna kawa od lat uchodzi za rytuał, bez którego trudno zacząć dzień. Teraz okazuje się, że może mieć też mniej oczywiste działanie – wspierać zdrowie psychiczne. Nowe badania sugerują, że klucz tkwi nie tylko w samej kawie, ale w jej ilości.

REKLAMA

Zanim jednak zaczniemy traktować filiżankę espresso jak receptę na lepszy nastrój, warto przyjrzeć się szczegółom.

Naukowcy z Uniwersytetu Fudan w Chinach przeanalizowali dane ponad 400 tysięcy osób, aby sprawdzić, czy kawa ma związek z ryzykiem występowania stresu, lęku i depresji. Wyniki opublikowane w "Journal of Affective Disorders" są dość jednoznaczne – najlepsze efekty obserwowano przy umiarkowanym spożyciu.

Konkretnie? Dwie, maksymalnie trzy filiżanki dziennie. To właśnie przy takim poziomie ryzyko zaburzeń nastroju było najniższe. Co ciekawe, efekt ochronny był wyraźniejszy u mężczyzn niż u kobiet, choć badacze nie wskazują jednoznacznej przyczyny tej różnicy.

Kawa to coś więcej niż kofeina

Najprostsze skojarzenie to pobudzenie. Kawa stawia na nogi, koniec historii. Tyle że to tylko fragment układanki. Kofeina blokuje adenozynę – związek chemiczny odpowiedzialny za uczucie zmęczenia. To dlatego po kawie czujemy przypływ energii.

Ale to nie wszystko. W małych dawkach kofeina wpływa też na dopaminę. A to już inna liga. Ten neuroprzekaźnik związany jest z przyjemnością, motywacją i zdolnością uczenia się. Gdy jej brakuje, pojawia się apatia. Spadek energii. Nastrój siada. W tym świetle kawa przestaje być tylko "kopem". Bardziej przypomina regulator. Delikatny, ale zauważalny.

Jednym z ważniejszych elementów badania było rozróżnienie typów kawy. Dotychczas wiele analiz wrzucało wszystko do jednego worka – rozpuszczalna, mielona, bezkofeinowa – bez różnicy. Tym razem podejście było bardziej precyzyjne.

Analiza opierała się na danych z brytyjskiego Biobanku. Ponad 13 lat obserwacji. Nawyki, zdrowie, zmiany w czasie. W tym okresie odnotowano ponad 18 tysięcy przypadków zaburzeń nastroju. To pozwoliło zobaczyć coś wyraźnego – krzywą w kształcie litery J.

To oznacza, że zarówno zbyt małe, jak i zbyt duże spożycie kawy wiązało się z gorszymi wynikami psychicznymi niż umiarkowane picie. Najkorzystniejszy punkt leży pośrodku.

Kiedy kawa przestaje pomagać

Granica istnieje i nie jest przesadnie odległa. Pięć filiżanek dziennie to już poziom, przy którym ryzyko problemów z nastrojem rośnie. Tu efekt się odwraca. Kawa przestaje wspierać. Zaczyna szkodzić.

Do tego dochodzi indywidualna wrażliwość. Dla jednych trzy filiżanki to norma. Dla innych jedna to już za dużo. Wtedy pojawia się niepokój, rozdrażnienie, przyspieszone tętno. Co ciekawe, badacze sprawdzili też genetykę. Tempo metabolizowania kofeiny wydawało się obiecującym tropem. Ostatecznie jednak nie miało większego wpływu na wyniki.

W tle tych ustaleń kryje się coś większego. Problemy psychiczne rosną i to globalnie. Coraz częściej mówi się nie tylko o leczeniu, ale o codziennych nawykach, które mogą robić różnicę. Kawa dobrze wpisuje się w ten schemat.

Nie jako cudowny środek. Raczej jako element układanki. Filiżanka rano. Druga w południe. Niby nic. A jednak, to powtarzalny rytuał, który może wspierać koncentrację i nastrój. I choć trudno mówić o kawie jak o terapii, jedno jest pewne – w tym przypadku umiar naprawdę robi różnicę.