Granicę wytrzymałości można określić już przy urodzeniu. Mit "niezniszczalnego" sportowca podważony?
Granicę wytrzymałości można określić już przy urodzeniu. Mit "niezniszczalnego" sportowca podważony? Fot. Unsplash.

Czy to, jak zaczynamy życie, może decydować o tym, jak daleko zajdziemy na trasie ultramaratonu? Nowe badania sugerują, że tak. I prowadzą w miejsce, którego mało kto się spodziewał.

REKLAMA

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak prowokacja wobec całej kultury sportów wytrzymałościowych. Przez lata powtarzano przecież jedno – granice są po to, by je przesuwać. Sport wytrzymałościowy wyrósł na tej idei. Karmi się nią do dziś.

Wytrzymałość zapisana w biologii?

Człowiek od dawna uchodzi za "maszynę do biegania". Antropolodzy nie mają wątpliwości – zdolność pokonywania długich dystansów była dla naszych przodków kwestią przetrwania. W świecie łowiecko-zbierackim liczyła się nie tylko siła. Często ważniejsza była wytrzymałość.

Badanie opublikowane na łamach "Frontiers in Ecology and Evolution" i prowadzone przez Alison Murray, antropolożkę biologiczną z Uniwersytetu Wiktorii, wprowadza jednak rysę w tym obrazie. Naukowcy zaczynają zadawać niewygodne pytania. Czy istnieje punkt, którego nie da się przekroczyć bez ceny? I czy ten limit może być zapisany w organizmie już na starcie życia?

Badacze skierowali uwagę na narząd, który rzadko trafia na pierwsze strony sportowych analiz – nerki. To one filtrują krew. To one pilnują równowagi płynów. W warunkach ekstremalnego wysiłku ich rola staje się kluczowa.

Ultramaratony, czyli biegi dłuższe niż 42,2 km, odbywają się często w skrajnym upale. Trwają godzinami. Organizm pracuje wtedy na najwyższych obrotach, a nerki mocno wtedy "obrywają". Przeciążenia, mikrouszkodzenia – to nie są rzadkie scenariusze.

– (…) Nasze nowe badania sugerują, że ekstremalne wydarzenia wytrzymałościowe mogą zbliżać niektóre układy wewnętrzne do ich granic, niż wcześniej sądzono – zauważa Murray.

Najciekawszy wniosek nie dotyczy jednak samego wysiłku. Chodzi o coś znacznie wcześniejszego – masę urodzeniową. Ten parametr od lat funkcjonuje jako wskaźnik ryzyka różnych chorób w dorosłości. Teraz pojawia się w zupełnie innym kontekście. Może mieć związek z tym, jak ciało radzi sobie w skrajnych warunkach.

Naukowcy analizowali próbki krwi ultramaratończyków przed i po biegu. Skupili się na biomarkerach pracy nerek. Efekt? Najmniej oznak uszkodzeń notowano u osób z masą urodzeniową około 3,6 kg. Odchylenia w obie strony działały na niekorzyść. Zarówno niższa, jak i wyższa masa wiązała się z większym ryzykiem przeciążenia nerek podczas wysiłku.

Czy można "przetrenować" organizm?

Wnioski nie są ostateczne. Ale prowokują pytanie, którego wielu wolałoby nie słyszeć – czy można przesadzić z treningiem?

Popularność ultramaratonów rośnie. Coraz więcej osób szuka granic – i chce je przekraczać. W tym świecie sugestia, że istnieje twardy limit, budzi opór. Podkopuje fundamenty tej filozofii. A jednak biologia może mieć w tej sprawie ostatnie słowo.

To nie jest wezwanie do bezruchu. Wręcz przeciwnie – aktywność fizyczna pozostaje jednym z filarów zdrowia. Problem zaczyna się gdzie indziej. W przekonaniu, że ciało można dowolnie "podkręcać".

Badanie Murray przypomina coś prostego. Organizm nie jest nieskończony. Ma swoje granice. Czasem ukryte. Czasem zapisane głębiej, niż chcielibyśmy przyznać. Być może zaczynają się wcześniej, niż myślimy. Jeszcze zanim postawimy pierwszy krok na trasie.