Wirusy nie znają granic. Niewidzialne zagrożenie w mieszkaniu
Wirusy nie znają granic. Niewidzialne zagrożenie w mieszkaniu Fot. Unsplash.

Przez lata wielu osobom wydawało się, że po zamknięciu drzwi mieszkania zagrożenie zostaje na zewnątrz. Nowe badania podważają jednak to przekonanie. Coraz więcej wskazuje na to, że wirusy przenoszone drogą powietrzną mogą przemieszczać się między lokalami… przez wspólne kanały wentylacyjne.

REKLAMA

Pandemia COVID-19 mocno zmieniła sposób myślenia o bezpieczeństwie w zamkniętych przestrzeniach. Dyskutowano o maseczkach, dystansie i dezynfekcji. Znacznie rzadziej uwagę kierowano na instalacje ukryte w ścianach budynków.

Wirusy wędrujące między łazienkami przez pion wentylacyjny

W badaniu opublikowanym na łamach czasopisma "PLOS One" opisano przypadek siedmiopiętrowego budynku w hiszpańskim mieście Santander. Do zdarzenia doszło latem 2020 roku, gdy po lockdownie liczba zakażeń w regionie była już niewielka. Po wykryciu SARS-CoV-2 u mieszkańca trzeciego piętra cały budynek ponownie objęto restrykcjami. Niedługo później zakażenie potwierdzono jednak u kolejnych 15 osób. Mieszkały w czterech lokalach położonych dokładnie jeden nad drugim.

To zwróciło uwagę badaczy. Podejrzenia szybko padły na wspólny pion wentylacyjny łączący łazienki mieszkań. Jednym z autorów analizy był inżynier David Higuera, który sam mieszkał w tym budynku. Już na początku zauważył, że układ zakażeń wygląda nietypowo. Historia przypomina nieco okoliczności, w jakich ten pacjent zaczął pandemię COVID-19 w Polsce, a wspomnienia lekarza z izolatki obiegły wtedy media. Zespół postanowił więc sprawdzić przepływ powietrza, różnice ciśnienia i sposób działania wentylacji.

"Jakby w pokoju był duch" – efekt kominowy i odwrócony przepływ powietrza

Badacze przeprowadzili kilka eksperymentów. W jednym z pustych mieszkań monitorowano poziom dwutlenku węgla. Teoretycznie jego stężenie powinno pozostawać niskie – w środku nikt przecież nie przebywał. Stało się inaczej. Pomieszczenie zaczęło stopniowo wypełniać się CO2 pochodzącym z innych lokali. Autorzy badania porównali to zjawisko do sytuacji, "jakby w pokoju był duch".

Dlaczego jednak tak się działo? Analiza wykazała, że stary system wentylacyjny działał dzięki tzw. efektowi kominowemu. Powietrze miało unosić się pionowymi szybami i wydostawać przez dach. Problem pojawiał się przy zmianach temperatury i ciśnienia. W takich warunkach przepływ potrafił się odwrócić. W praktyce oznaczało to jedno. Powietrze z jednego mieszkania mogło wracać do innego przez kratki wentylacyjne.

Okap kuchenny jako dodatkowy czynnik ryzyka

Na tym nie koniec. Badanie pokazało, że włączenie okapu kuchennego mogło dodatkowo zasysać powietrze z sąsiednich mieszkań. Według autorów już parę chwil wystarczyło, by znaczna część powietrza z jednej łazienki była przeciągana do innego lokalu.

To właśnie dlatego uznano wspólny pion wentylacyjny za najbardziej prawdopodobną drogę rozprzestrzeniania się wirusa. I nie chodzi wyłącznie o COVID-19. W podobny sposób mogą przenosić się także inne choroby zakaźne rozchodzące się drogą powietrzną, takie jak grypa, która szaleje, a sezon zachorowań powinien już minąć lub odra.

Po zakończeniu pandemii Higuera zamontował w swojej łazience wentylator wyposażony w klapę zapobiegającą cofaniu powietrza. Jak zaznaczono w publikacji, później nikt z jego rodziny nie zachorował. Skutki przebytych infekcji mogą zresztą ciągnąć się latami – pokazuje to choćby przykład tego, jak mgła mózgowa czy alzheimer to plaga problemów z pamięcią u młodych Polaków, o której coraz głośniej mówią lekarze po pandemii.

Hongkong 2003 i powracające zagrożenia – podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej

Eksperci przypominają, że podobne sytuacje miały już miejsce wcześniej. Chodzi dokładniej o przypadek z 2003 r. Wtedy też, podczas epidemii SARS, w Hongkongu wirus rozprzestrzenił się w wieżowcu właśnie przez system kanalizacyjno-wentylacyjny. Zachorowało ponad 300 osób, a 42 zmarły.

Choć rozwiązanie opisane w hiszpańskim badaniu występuje głównie w starszych budynkach, problem może być znacznie szerszy. Podobne systemy nadal działają w wielu krajach. Jest to o tyle ważne, że w Europie lawinowo wzrasta liczba zakażeń odrą, a najwięcej choruje dzieci – a właśnie ten wirus należy do najbardziej zaraźliwych patogenów rozprzestrzeniających się drogą powietrzną.

Ryzyko nie ogranicza się do bloków mieszkalnych

Zdaniem autorów ryzyko nie ogranicza się wyłącznie do bloków mieszkalnych. Dotyczy także hoteli, biurowców czy statków wycieczkowych – wszędzie tam, gdzie powietrze krąży wspólnymi kanałami. Dlatego autorzy badania apelują o modernizację starszych budynków i większą uwagę poświęcaną jakości wentylacji. Ich zdaniem pandemia pokazała, że kwestie przepływu powietrza przez lata pozostawały na marginesie dyskusji o bezpieczeństwie.

Warto pamiętać, że stan techniczny mieszkań i problemy z instalacjami to wciąż codzienność wielu Polaków – pokazuje to choćby sytuacja, gdy mamy zalany dom lub mieszkanie i co robić, ile trwa osuszanie pomieszczenia staje się palącym pytaniem dla setek rodzin.

Dziś wiadomo już, że w zamkniętych pomieszczeniach nie wszystko zależy od dystansu i zamkniętych drzwi. Czasem zagrożenie może znajdować się tam, gdzie na co dzień nikt nie zagląda – w ścianach i kanałach wentylacyjnych.