
Dla wielu osób przypomnienia w telefonie stały się czymś równie oczywistym jak budzik. Informują o spotkaniach, przypominają o lekach, terminach płatności czy wizycie u lekarza. To wygodne rozwiązanie, ale nowe badanie sugeruje, że może mieć również mniej oczywistą stronę.
Smartfony od lat pełnią funkcję naszej zewnętrznej pamięci. Przechowują listy zakupów, hasła, numery telefonów i przypominają o obowiązkach. Naukowcy postanowili sprawdzić, czy taka wygoda pozostaje obojętna dla mózgu. Podobne pytania wracają dziś także w dyskusji o tym, jak AI zmienia nasze mózgi. Okazuje się, że niekoniecznie.
Smartfon pamięta za nas. Ale czy to dobra wiadomość?
Cyfrowe przypomnienia są dziś elementem codzienności. Trudno znaleźć osobę, która nie korzysta z nich choćby od czasu do czasu. Dzięki nim – podobnie jak dzięki innym aplikacjom do poprawy produktywności – łatwiej zapanować nad obowiązkami i ograniczyć liczbę pomyłek.
Psychologowie określają takie przenoszenie części zadań pamięciowych na urządzenia elektroniczne jako odciążenie poznawcze. Wiele wcześniejszych badań pokazywało, że taka strategia sprawdza się na co dzień. Ludzie rzadziej zapominają o ważnych sprawach i skuteczniej realizują zaplanowane zadania.
Nie było jednak jasne, czy ciągłe korzystanie z przypomnień nie ma skutków ubocznych. Innymi słowy: czy mózg, który coraz rzadziej musi sam coś zapamiętywać, nie zaczyna z czasem robić tego mniej sprawnie.
Takie pytanie postawił zespół kierowany przez Craiga Fellersa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie "Journal of Experimental Psychology: Learning, Memory, and Cognition".
Co dzieje się, gdy przypomnienia nagle znikają?
Badacze skupili się między innymi na pamięci prospektywnej, czyli zdolności przypominania sobie o przyszłych działaniach. To mechanizm, który działa w tle podczas wielu codziennych czynności. Dzięki niemu pamiętamy, że trzeba odpisać na ważnego e-maila, odebrać telefon o umówionej porze albo zażyć przepisany lek.
W pierwszej części badania uczestniczyło 130 studentów. Zespół naukowców przed rozpoczęciem analizy określił jednak zasady kwalifikowania danych. Ostatecznie pod uwagę wzięto wyniki 108 osób.
Na pierwszy rzut oka zadanie wydawało się proste: uczestnicy mieli analizować słowa. W rzeczywistości badacze sprawdzali jednak coś więcej. Ochotnicy musieli jednocześnie zapamiętać dwa dodatkowe polecenia i wykonać je we właściwym czasie. W jednej wersji eksperymentu nie dostawali żadnych wskazówek – musieli samodzielnie pamiętać o wszystkich wymaganiach. W drugiej jedno z tych zadań było wspierane wyraźnym przypomnieniem wyświetlanym na ekranie. Drugie nadal wymagało samodzielnego zapamiętania.
Po zakończeniu tej części wszyscy ponownie wykonali identyczny test. Tym razem jednak usunięto wszystkie podpowiedzi, by sprawdzić, czy wcześniejsze korzystanie z przypomnień wpłynie na późniejsze wyniki.
Eksperyment powtórzono na kolejnej grupie liczącej 280 osób. Badacze nieco zmienili konstrukcję zadania, by sprawdzić, czy wcześniejsze obserwacje uda się potwierdzić. Rezultat okazał się podobny. Gdy przypomnienia były dostępne, uczestnicy niemal bezbłędnie wywiązywali się z powierzonych zadań. Obraz zmienił się w chwili, gdy wsparcie zniknęło.
Gdy przypomnienia zniknęły, przewaga szybko wyparowała. Uczestnicy, którzy wcześniej mogli liczyć na cyfrowe podpowiedzi, gorzej radzili sobie z pamiętaniem o zadaniach niż osoby od początku zdane wyłącznie na własną pamięć. Co ciekawe, osiągali nawet słabsze wyniki niż ci, którzy przez cały eksperyment nie otrzymali ani jednego przypomnienia.
Badacze sprawdzili też, czy odciążenie pamięci w jednym zadaniu pomoże lepiej poradzić sobie z drugim wykonywanym w tym samym czasie. Nic takiego nie zaobserwowano. Przypomnienia nie poprawiły zapamiętywania pozostałych obowiązków.
Zobacz także
Mózg lubi wyzwania
Zdaniem naukowców możliwe wyjaśnienie kryje się w efekcie znanym jako tzw. pożądane trudności. Mózg nie zawsze potrzebuje maksymalnego ułatwienia. Czasem właśnie konieczność samodzielnego przypomnienia sobie informacji sprawia, że zapisuje ją dokładniej i na dłużej. To ten sam trop, którym idą naukowcy sprawdzający, co chroni mózg przed demencją.
Nie warto jednak traktować smartfona jak wroga pamięci ani od razu planować cyfrowego detoksu. Przypomnienia nadal mają swoje miejsce w codziennym życiu. Mogą uratować nas przed spóźnieniem, zapomnianą wizytą albo pominięciem ważnego leku.
Badanie pokazuje jednak coś innego. Jeśli każdą sprawę powierzamy smartfonowi, mózg dostaje coraz mniej okazji do ćwiczenia pamięci prospektywnej. A podobnie jak w przypadku sprawności fizycznej, gdzie nawet krótki trening poprawia pamięć, brak regularnych ćwiczeń może z czasem odbić się na naszych możliwościach.


