
Otyłość i dieta mają znaczenie nie tylko dla wyglądu czy masy ciała. Nadmiar tkanki tłuszczowej może zmieniać stężenie hormonów, podtrzymywać przewlekły stan zapalny i zwiększać prawdopodobieństwo insulinooporności. Takie zaburzenia nie są obojętne również w kontekście nowotworów. Co najmniej 20 typów raka ma związek z otyłością. Wśród kobiet zależność ta jest szczególnie silna.
Nie oznacza to jednak konieczności stosowania restrykcyjnej diety czy całkowitego wykreślania konkretnych produktów z jadłospisu. Ważniejsze jest to, jak jemy na co dzień. Dobra dieta pomaga utrzymać prawidłową wagę i dostarcza dużo błonnika, warzyw oraz owoców.
Nadmiar kilogramów a ryzyko raka
Nadwaga i otyłość to nie tylko większa masa ciała. Nadmiar tkanki tłuszczowej wpływa na działanie organizmu. Może m.in. zaburzać poziom hormonów i sprzyjać insulinooporności. To jeden z powodów, dla których przy otyłości częściej pojawiają się niektóre nowotwory.
Dr hab. Alina Kuryłowicz z Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gerontokardiologii CMKP mówiła o tym podczas XVI Letniej Akademii Onkologicznej. Związek z otyłością opisano już przy blisko 20 rodzajach nowotworów. Przy otyłości częściej diagnozuje się m.in. raka przewodu pokarmowego, trzustki, pęcherza i nerki. Większe ryzyko dotyczy też niektórych nowotworów krwi.
Nie każdy, kto ma otyłość, zachoruje na raka. Masa ciała jest tylko jednym z czynników ryzyka. Liczą się też geny, wiek, styl życia i środowisko. Zmniejszenie masy ciała może natomiast obniżyć ryzyko i poprawić działanie tkanki tłuszczowej.
Zależność między otyłością a nowotworami jest szczególnie silna u kobiet. W badaniach była nawet trzy razy większa niż u mężczyzn. Kobiety najczęściej chorują na raka powiązanego z estrogenem. Chodzi przede wszystkim o nowotwór piersi, macicy i jajnika. U mężczyzn kluczowa jest otyłość brzuszna i tłuszcz wokół narządów. Dlatego u nich notuje się większą zachorowalność na raka układu pokarmowego.
Czy istnieje dieta antynowotworowa?
Jeśli otyłość zwiększa ryzyko raka, to czy dieta może je zmniejszyć? Prof. Ewa Stachowska, kierownik Katedry Żywienia Człowieka i Metabolomiki PUM w Szczecinie, radzi, by nie szukać jednego "antynowotworowego" produktu. Znaczenie ma to, jak wygląda nasza dieta na co dzień. Jej zdaniem dieta powinna być normokaloryczna. Innymi słowy, powinna dostarczać organizmowi tyle energii, ile rzeczywiście potrzebuje. To ułatwia utrzymanie prawidłowej masy ciała.
Problemem jest też łatwy dostęp do żywności wysoko przetworzonej. Gotowe dania, słodycze czy słone przekąski są szybkie i wygodne. Często kosztują też mniej niż produkty potrzebne do przygotowania pełnego posiłku. Przez to w diecie może być coraz mniej warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych. Brakuje w niej także błonnika, który spowalnia trawienie i wchłanianie składników z jedzenia.
To ważne z kilku powodów. Błonnik jest pożywką dla bakterii jelitowych. Podczas jego fermentacji powstają m.in. substancje wpływające na wydzielanie GLP-1. To hormon jelitowy związany z odczuwaniem sytości. Dlatego zamiast szukać jednego produktu, który miałby chronić przed rakiem, lepiej przyjrzeć się całemu jadłospisowi.
– Czy istnieje dieta antynowotworowa? Można za nią uznać dietę śródziemnomorską, czy też inaczej – śródziemnopolską, wariant dla nas najlepszy i najlepiej przebadany – mówiła prof. Stachowska.
Podstawą diety śródziemnomorskiej są warzywa i owoce. Można jeść także mięso, drób i zdrowe tłuszcze, ale czerwone mięso oraz tłuszcze zwierzęce lepiej ograniczać. Nie trzeba przy tym dokładnie kopiować diety z południa Europy. Jej zasady można łatwo dopasować do polskich produktów. Na talerzu powinny więc regularnie pojawiać się także produkty pełnoziarniste, nasiona, rośliny strączkowe i ryby. Nie trzeba rezygnować ze wszystkich ulubionych potraw.
Sama dieta to jednak za mało. Prof. Stachowska wskazuje także na aktywność fizyczną i kontakty z innymi ludźmi. Na zdrowie wpływa bowiem cały styl życia, a nie pojedynczy składnik jadłospisu.
Zobacz także
Zdrowe nawyki trzeba budować od dzieciństwa
Problemy z wagą często zaczynają się już w dzieciństwie. W Gdańsku od 15 lat działa program "6-10-14", prowadzony przez Gdański Uniwersytet Medyczny i Polskie Towarzystwo Otyłości Dziecięcej. Jak mówiła dr Paulina Metelska, po tylu latach można już sprawdzić, jakie efekty przynosi program.
W gdańskich szkołach dzieci są badane w wieku 6, 10 i 14 lat. Co roku badania obejmują około 8 tys. uczniów. Jeśli u dziecka wykryta zostanie nadmierna masa ciała, może zostać skierowane do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Tam przez około rok otrzymuje pomoc kilku specjalistów. W opiekę włączają się lekarz, dietetyk, psycholog i specjalista od aktywności fizycznej.
Pomoc nie kończy się jednak na samym dziecku. Program obejmuje całą rodzinę. Organizowane są warsztaty kulinarne i zajęcia ruchowe, a specjaliści współpracują także ze szkołami. Zmiana nawyków jest łatwiejsza, gdy dotyczy całej rodziny. Dziecku trudno będzie utrzymać nowe przyzwyczajenia, jeśli w domu nadal obowiązują stare zasady.
– (…) przeniesienie całej odpowiedzialności na dziecko i jego bliskich z hasłem "jedz mniej i zdrowo i więcej się ruszaj" jest nieskuteczne – oceniała dr Metelska. Po czterech latach od zakończenia udziału w programie jego absolwenci mają lepszą trajektorię rozwoju BMI. Mają również niższą masę ciała i niższe ciśnienie tętnicze.
Nie wystarczy powiedzieć dziecku czy dorosłemu, żeby jadł zdrowiej i więcej się ruszał. Łatwiej o dobre wybory, gdy sprzyja im także otoczenie. Dlatego dr Metelska dobrze ocenia nowelizację tzw. rozporządzenia sklepikowego. Przepisy mówią, jakie produkty można kupić w szkolnych sklepikach i jakie jedzenie może być serwowane w stołówkach.
O zdrowie i profilaktykę raka można dbać na długo przed wizytą u onkologa. Prawidłowa masa ciała, ruch i zdrowa dieta nie chronią przed rakiem w stu procentach. Mogą jednak zmniejszyć część czynników, które zwiększają ryzyko zachorowania.


