Dlaczego nie warto wyrzucać skórek z owoców? Marnujemy więcej, niż się wydaje
Dlaczego nie warto wyrzucać skórek z owoców? Marnujemy więcej, niż się wydaje Fot. Unsplash.

Skórki trafiają do kosza niemal odruchowo. Bez namysłu, jednym ruchem ręki. A przecież to właśnie w nich często kryje się to, co najcenniejsze. Ich wyrzucanie odbija się nie tylko na naszym zdrowiu, ale też na środowisku i to bardziej, niż chcielibyśmy przyznać.

REKLAMA

W codziennym biegu rzadko analizujemy zawartość śmietnika. Liczy się tempo, nie refleksja. Tymczasem skala marnowania żywności jest ogromna – globalnie tracimy nawet jedną trzecią tego, co produkujemy. W praktyce? Pozbywamy się rzeczy, które spokojnie mogłyby trafić na talerz.

Skórki to nie odpad

To, co zwykliśmy traktować jak resztki, bywa jedną z najbardziej wartościowych części owocu. Skórki są pełne błonnika, witamin i związków bioaktywnych. Działają antyoksydacyjnie, wspierają organizm, ograniczają stany zapalne. Innymi słowy – robią robotę, której nie widać na pierwszy rzut oka.

Weźmy liczby. Skórka banana to nawet jedna trzecia jego masy. Z kolei w przypadku pomarańczy około 20 proc. owocu to skórka. Według badania, opublikowanego na łamach naukowego czasopisma "Molecules", tylko w 2018 r. wyprodukowano około 15,1 miliona ton skórki pomarańczowej! A co z innymi owocami? W przypadku kiwi skórka stanowi od 9 do 13% owocu. Granat? Tu proporcje są zaskakująco wysokie, bo skórka potrafi konkurować wagą z pestkami.

Wniosek jest prosty. Wyrzucając skórkę, pozbywamy się konkretnej porcji składników odżywczych. I to tej wartościowej.

To nie tylko kwestia zdrowia. Albo oszczędności. Jedzenie wyrzucane na masową skalę wraca do nas w innej formie – jako problem klimatyczny. Szacuje się, że marnowanie żywności odpowiada za około 8 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych. To nie margines, to konkretna liczba.

Co więcej, resztki gnijące na wysypiskach produkują metan. To gaz, który w krótkim okresie działa nawet 80 razy silniej niż CO₂. Kompost pomaga, jasne. Ale lepiej nie marnować w ogóle. Krótko – to, co nazywamy odpadem, ma swój udział w napędzaniu kryzysu klimatycznego.

Pomarańcza nie kończy się na miąższu

Jak często spotykacie się z takim widokiem? Miska pomarańczy po świętach. Z jednej strony za dużo, żeby zjeść. Z drugiej jednak szkoda wyrzucić. To co z tym robić?

Można na przykład postawić na klasykę, choć wymagającą cierpliwości… marmoladę. Wystarczą trzy składniki. Pomarańcze, cytryny, cukier. Dużo cukru – aż podejrzanie dużo. Przepis jest banalny, chociaż wymaga czasu. Gotowanie, przecieranie, redukcja. Pektyna uwalnia się powoli. Ale efekt świetny. Najlepiej smakuje na toście.

Z reszty pomarańczy można zrobić coś jeszcze. Kandyzowaną skórkę. Kilka razy obgotować, żeby pozbyć się goryczki, a potem połączyć z cukrem i gotowe. Intensywna, słodko-gorzka przekąska, która spokojnie konkuruje z gotowymi słodyczami. I przy okazji ten zapach cytrusów unoszący się w całej kuchni. No bajka.

Ananas, to więcej niż tylko środek

W przypadku ananasa marnujemy naprawdę dużo. I znowu zupełnie niepotrzebnie. Na szczęście da się to odwrócić.

Z jego skórek można przygotować tzw. tepache – meksykański, lekko fermentowany napój. Stary jak prekolumbijskie tradycje. I zaskakująco prosty. Skórki i rdzeń trafiają do słoja. Do tego woda i cukier – najlepiej nierafinowany. Całość fermentuje. Dzień, dwa. Pojawia się piana. To znak, że proces działa.

Efektem ubocznym tego procesu są… Naturalne probiotyki, w postaci lekko musującego napoju. Orzeźwiającego i delikatnie słodkiego. Minimalna zawartość alkoholu. Maksymalna prostota. Trudno o lepszy przykład kuchni "z niczego". Co więcej, w tym przypadku można eksperymentować. Imbir, limonka, przyprawy. Jedna zasada – kwas dopiero na końcu. Inaczej fermentacja zwalnia.

Imbir bez obierania

Najczęściej ląduje w koszu. Bez zastanowienia. A to błąd. Właśnie w skórce znajdują się cenne związki o działaniu antyoksydacyjnym i przeciwdrobnoustrojowym. Smak – intensywny, lekko ostry.

Nie trzeba robić wiele. Wystarczy nie obierać. Albo wykorzystać skórki osobno. Wrzucone do zupy podbijają aromat. Gotowane z wodą tworzą wywar – bazę do napojów, herbat, nawet gotowania warzyw na parze. Można je też uprażyć. Zmielić. Wtedy powstaje proszek – ostry, głęboki, idealny jako przyprawa. Mała zmiana. Duży efekt.

Dynia i cebula, czyli drugie życie resztek

Nie tylko owoce mają coś do zaoferowania.

Weźmy tak na przykład skórę dyni. Większość przepisów każe ją usunąć. Niekoniecznie słusznie, bo skórka jest jadalna. Podobnie pestki. Obie rzeczy zwykle ignorowane.

No dobrze a co z tym można zrobić? Można chrupiące chipsy – skórkę wystarczy pokroić cienko, oczyścić z pestek. Dodać trochę przypraw i odrobinę oliwy. Na koniec do piekarnika, albo air fryera. Efekt? Zaskakująco dobry. Najlepsze są najmniejsze kawałki. bo najbardziej chrupiące. Pestki z kolei są intensywne, orzechowe. Może proces trochę upierdliwy. Dużo pracy jak na niewielką ilość jedzenia. Ale da się to zoptymalizować. Przygotować wcześniej. Nie sprawdzać co chwilę. I najważniejsze – smak. Lepszy niż sklepowe przekąski.

Z cebulą jest inaczej. W Internecie często można spotkać się z sugestią, by łupiny zmielić na proszek. Faktycznie można tak zrobić, ale nie warto. Smak ginie. Trzeba ratować solą, a efekt przeciętny. Jest jednak druga opcja.

Łupiny cebuli zawierają flawonoidy i taniny. To one odpowiadają za kolor i to właśnie można wykorzystać. Barwienie tkanin. Prosty proces. Woda, łupiny, gotowanie. Powstaje bursztynowy roztwór. Wystarczy zanurzyć materiał. Poczekać. Wysuszyć. Efekt bywa nieoczywisty – ciepły, naturalny kolor. Od żółci po głęboki pomarańcz. W zależności od cebuli i czasu.

To już nie kuchnia. To spryt.

Nie chodzi o rewolucję. Nikt nie każe przerabiać każdej obierki na nowy projekt. Wystarczy drobna korekta nawyków. Zostawić skórkę tam, gdzie ma sens. Wykorzystać ją w prostym przepisie. Spróbować czegoś nowego, zamiast automatycznie sięgać po kosz. Czasem to właśnie te drobne decyzje robią największą różnicę. Czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby coś przestało być odpadem. I zaczęło mieć wartość.