
Moda w mediach społecznościowych zmienia się szybko. Jeszcze chwilę temu królowały diety wysokobiałkowe i obietnice błyskawicznego odchudzania. Dziś coraz częściej mówi się o fibermaxxingu – trendzie, który zachęca do zwiększenia ilości błonnika w diecie. Specjaliści studzą jednak entuzjazm: nawet zdrowe nawyki tracą sens, gdy zaczyna brakować umiaru.
TikTok od lat wyznacza kierunki żywieniowych mód. Część z nich znika niemal tak szybko, jak się pojawia, inne zostają z nami na dłużej. Fibermaxxing wyróżnia się jednak na tle wielu wcześniejszych trendów. Tym razem internetowa moda pokrywa się z zaleceniami ekspertów. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy zdrowe rekomendacje zamieniają się w wyścig o coraz wyższe wyniki.
Czym właściwie jest fibermaxxing?
Termin łączy angielskie słowo fiber, czyli błonnik, z internetowym dopiskiem -maxxing, oznaczającym maksymalizowanie konkretnego elementu stylu życia. W praktyce sprowadza się to do prostej idei: im więcej błonnika w diecie, tym lepiej. W social mediach influencerzy zachęcają do częstszego jedzenia warzyw, owoców, pełnoziarnistych zbóż, nasion i roślin strączkowych. Popularne są też wyzwania, w których liczy się różnorodność produktów roślinnych w ciągu tygodnia.
Sama koncepcja nie jest niczym nowym. Dietetycy od dawna zwracają uwagę, że w wielu krajach spożycie błonnika pozostaje znacznie poniżej rekomendowanych wartości. Dopiero media społecznościowe sprawiły jednak, że temat trafił do szerokiego grona odbiorców. No ale dlaczego błonnik jest tak ważny? Zwykle kojarzony jest przede wszystkim z prawidłową pracą jelit, jednak jego znaczenie dla zdrowia jest znacznie większe.
– Błonnik pomaga utrzymać regularność wypróżnień, ale jego korzyści wykraczają daleko poza zapobieganie zaparciom – podkreśla w wywiadzie dla BBC, prof. Thomas Barber, endokrynolog związany z University Hospitals Coventry and Warwickshire NHS Trust.
Wyniki badań sugerują kilka wyraźnych korzyści. Błonnik może wspierać odporność, ograniczać stan zapalny i oddziaływać na mózg. Coraz częściej mówi się też o jego wpływie na nastrój i zdolności poznawcze. Na tym nie koniec. Prof. Kieran Tuohy z Uniwersytetu w Leeds zwraca uwagę, że regularne jego spożycie wiąże się z niższym ryzykiem:
Naukowcy coraz częściej analizują też możliwy związek między niedoborem błonnika a rosnącą liczbą przypadków raka jelita grubego diagnozowanego u młodszych dorosłych.
Sekret tkwi w jelitach
Jednym z najczęściej przywoływanych argumentów przemawiających za większą ilością błonnika jest jego wpływ na mikrobiom jelitowy. W naszych jelitach żyją biliony mikroorganizmów. Uczestniczą w trawieniu, wspierają odporność i biorą udział w wielu procesach zachodzących w organizmie. Aby mogły działać prawidłowo, potrzebują odpowiedniego źródła energii.
Takim paliwem jest właśnie błonnik.
Za mało błonnika w diecie? Mikroflora jelitowa sięga wtedy po inne źródła energii – między innymi po produkty rozpadu białek. To z kolei może prowadzić do powstawania związków mniej korzystnych dla organizmu. Badania coraz częściej wskazują też na silne połączenie jelit i mózgu. Naukowcy określają je mianem osi jelitowo-mózgowej, która wpływa na nastrój, apetyt i reakcje na stres.
Nie dziwi więc, idea by spożycie tego błonnika zwiększyć. Jak to zrobić? Najprostszym rozwiązaniem jest częstsze sięganie po produkty pochodzenia roślinnego.
Do najważniejszych źródeł błonnika należą:
Dietetycy podkreślają, że nie ma potrzeby przeprowadzania radykalnej rewolucji w kuchni. Niewielkie zmiany często przynoszą zauważalne efekty. Wystarczy dodać porcję owoców do śniadania, zamienić białe pieczywo na pełnoziarniste albo regularnie zwiększać ilość warzyw na talerzu. Przy okazji organizm zyskuje coś więcej niż sam błonnik. Produkty roślinne dostarczają także witamin, składników mineralnych oraz przeciwutleniaczy.
Zobacz także
Czy fibermaxxing może szkodzić?
W tym punkcie pojawia się największa wątpliwość dotycząca internetowego trendu. Specjaliści nie kwestionują wartości warzyw, owoców ani produktów pełnoziarnistych – przeciwnie, od lat je rekomendują. Zastrzeżenia dotyczą raczej sposobu, w jaki media społecznościowe potrafią wyostrzać przekaz. Fibermaxxing staje się problematyczny dopiero wtedy, gdy zdrowa zmiana nawyków przeradza się w pogoń za wynikiem, wspieraną przez suplementy, proszki i skoncentrowane źródła błonnika.
Zbyt szybkie zwiększenie jego podaży może prowadzić m.in. do:
Tu łatwo o błąd. Jeśli błonnika przybywa, a płynów nie – ryzyko dyskomfortu wyraźnie rośnie. Uważność jest szczególnie ważna u osób z zespołem jelita drażliwego, chorobami zapalnymi jelit oraz innymi problemami gastroenterologicznymi. W takich sytuacjach dietę warto zmieniać pod okiem lekarza lub dietetyka.
Moda, która ma sens. O ile nie zamieni się w obsesję
Na tle wielu internetowych trendów żywieniowych fibermaxxing wypada zaskakująco dobrze. Opiera się na zaleceniach, które od lat znajdują potwierdzenie w badaniach naukowych. Faktem jest też, że większość osób mogłaby spożywać więcej błonnika niż obecnie. Nie oznacza to jednak konieczności skrupulatnego liczenia każdego grama czy budowania diety wokół suplementów. Najlepsze efekty przynosi zazwyczaj spokojne, stopniowe zwiększanie udziału naturalnych produktów roślinnych w codziennym menu.
Właśnie w takiej formie fibermaxxing ma szansę pozostać jednym z nielicznych trendów z TikToka, który rzeczywiście może przynieść użytkownikom realne korzyści zdrowotne.


