
Chodzenie tyłem zaczyna przyciągać uwagę naukowców. I nie chodzi wyłącznie o ciekawostkę z internetu. Coraz częściej pojawia się w badaniach, gabinetach fizjoterapii i treningach sportowych. A wnioski? Potrafią zaskoczyć – zwłaszcza jeśli ktoś traktuje je wyłącznie jako dziwactwo.
Bo choć wygląda dość nietypowo, ten rodzaj ruchu może realnie wpływać na stawy, kręgosłup i – co szczególnie intrygujące – pracę mózgu. Wystarczy kilka minut dziennie, by organizm zaczął reagować inaczej niż podczas zwykłego marszu.
Od dziwacznego zakładu do przedmiotu badań
Przez lata chodzenie tyłem funkcjonowało raczej jako pokazowa sztuczka niż forma aktywności. Rekordy, wyzwania, czasem zakłady – to jego naturalne środowisko. Nauka była gdzieś obok. Historia tego zjawiska jest jednak dłuższa, niż mogłoby się wydawać. Już w XIX wieku pojawiały się relacje o osobach, które pokonywały w ten sposób ogromne dystanse. Czasem z potrzeby udowodnienia czegoś, czasem dla rozgłosu.
Jednym z bardziej znanych przypadków był Patrick Harmon, właściciel sklepu z cygarami z San Francisco. W 1915 roku podjął się nietypowego wyzwania: przejścia tyłem przez całe Stany Zjednoczone, z Kalifornii do Nowego Jorku. Trasa miała ponad 6300 kilometrów, a jego wyprawa trwała 290 dni. Po wszystkim twierdził, że jego kostki stały się wyjątkowo odporne. Brzmiało to jak przechwałka, ale współczesna biomechanika nie odrzuca już tak szybko podobnych obserwacji.
Co zmienia jeden krok w drugą stronę?
Z punktu widzenia ciała różnica jest większa, niż sugerowałby zdrowy rozsądek. Chód wsteczny angażuje inne wzorce ruchu niż klasyczne chodzenie. Najprostszy przykład: kontakt z podłożem. Przy zwykłym marszu zaczynamy od pięty. W ruchu tyłem – od palców. I to wystarcza, by cała "mechanika" pracy nóg przesunęła się w inne rejony.
Mięśnie pracują inaczej, zmienia się też rozkład obciążeń. Kolana są mniej eksploatowane, a większą rolę przejmują łydki i staw skokowy. Nic dziwnego, że takie ćwiczenia pojawiają się w rehabilitacji po urazach kolan. Dochodzi jeszcze jedna rzecz: mniejszy zakres ruchu w samym kolanie. Dla części pacjentów oznacza to po prostu mniej bólu i łatwiejsze wykonywanie ruchów.
Badaniami nad tym tematem od lat zajmuje się Janet Dufek, biomechaniczka z Uniwersytetu Nevady. W jednym z eksperymentów uczestniczki chodziły tyłem przez 10–15 minut dziennie, przez cztery tygodnie. Efekt nie sprowadzał się wyłącznie do "lepszej kondycji". Zauważono poprawę elastyczności mięśni tylnej części uda. To istotne, bo właśnie te mięśnie często wiążą się z bólem dolnego odcinka pleców. Gdy są napięte, wpływają na ustawienie miednicy, a to może dodatkowo obciążać kręgosłup.
Rozluźnienie tej struktury działa więc pośrednio – nie na sam ból, ale na jego mechaniczne przyczyny. Niektóre obserwacje sugerują też, że regularny ruch wsteczny może wspierać mięśnie stabilizujące kręgosłup.
Dla sportowców to żadna nowość. Chodzenie tyłem i różne jego wariacje od lat są częścią treningów. Widać to szczególnie w dyscyplinach, gdzie liczy się szybka zmiana kierunku – piłka nożna, koszykówka, tenis. Tam ruch wsteczny pojawia się regularnie jako element przygotowania motorycznego. Ćwiczenia tego typu rozwijają siłę, koordynację i kontrolę nad ciałem. A przy okazji mogą zmniejszać ryzyko niektórych urazów. Jest jeszcze ciekawostka – część badań sugeruje, że marsz tyłem może generować większy wydatek energetyczny niż klasyczne chodzenie. Innymi słowy – spalać więcej kalorii przy tym samym czasie trwania.
Najciekawsze wyniki pojawiają się jednak tam, gdzie w grę wchodzi układ nerwowy. Podczas chodzenia tyłem rośnie aktywność kory przedczołowej – obszaru odpowiedzialnego m.in. za planowanie, decyzje i koncentrację. Mózg po prostu musi pracować intensywniej, bo wykonuje mniej automatyczny ruch. W testach poznawczych, takich jak test Stroopa, osoby poruszające się wstecz osiągały lepsze wyniki niż te stojące lub idące normalnie. Szybciej reagowały i lepiej radziły sobie z "konfliktem informacji".
Jeszcze bardziej intrygujące są badania nad pamięcią. Okazuje się, że nie tylko sam ruch tyłem, ale nawet jego obserwacja – lub wyobrażanie sobie go – może poprawiać zapamiętywanie.
Zobacz także
Jest jednak haczyk
Nie ma tu jednak prostego "rób to i będzie dobrze". Eksperci zwracają uwagę na ryzyko. Największy problem jest oczywisty: brak widoczności. Cofając się, łatwo przeoczyć przeszkodę. Wystarczy nierówność podłoża albo przypadkowy przedmiot i o upadek nietrudno. Dlatego takie ćwiczenia powinno się wykonywać w kontrolowanych warunkach – na równej, znanej przestrzeni, najlepiej bez rozproszeń. Czasem także pod okiem specjalisty. Warto też dodać, że nie jest to jedyna droga do podobnych efektów. Tai chi, pływanie czy inne formy aktywności również wykazują pozytywny wpływ na ból pleców i mobilność.
Chociaż nie każda fitnessowa moda obroni się w badaniach, ta akurat zaczyna mieć solidniejsze podstawy. Chodzenie tyłem może wspierać stawy, poprawiać elastyczność mięśni, a przy okazji angażować mózg w sposób inny niż zwykły spacer. I właśnie ta "inność" wydaje się kluczowa. Być może dlatego naukowcy coraz częściej patrzą na ten ruch przychylniej. A czasem – dosłownie – sugerują, żeby zrobić krok wstecz. Choćby po to, by wyjść z rutyny i dać ciału trochę innego bodźca niż zwykle.


