smartwatch na ręku kobiety
Waga stoi w miejscu? Winien może być twój smartwatch Fot. Unsplash.

Twój zegarek pokazuje, że podczas treningu spaliłeś 500 kalorii? Lepiej nie traktuj tej liczby jak wyroku. Nowe badanie sugeruje, że popularne smartwatche potrafią mocno przestrzelić z oceną wydatku energetycznego. Co więcej, błąd może być większy u osób z wyższym poziomem tkanki tłuszczowej.

REKLAMA

Smartwatch potrafi skutecznie zachęcić do ruchu i to właśnie dlatego pojedynek: klasyczny zegarek vs smartwatch tak często rozstrzyga się dziś na korzyść tego drugiego. Liczy kroki, kontroluje tętno, przypomina o aktywności i cieszy się razem z nami, gdy uda się osiągnąć założony cel. Gorzej, gdy zaczynamy traktować jego wyliczenia dotyczące spalonych kalorii jak dokładny pomiar.

Smartwatch pokazuje setki spalonych kalorii. Niekoniecznie prawdziwe

Naukowcy z Florida International University sprawdzili, jak dokładnie cztery popularne smartwatche szacują wydatek energetyczny podczas ćwiczeń. W badaniu wzięło udział 58 dorosłych osób. Uczestnicy wykonywali kontrolowany trening na rowerze poziomym, podczas którego naprzemiennie ćwiczyli z umiarkowaną i dużą intensywnością.

Każdy uczestnik miał na nadgarstku cztery testowane modele:

  • Apple Watch Series 8,
  • Fitbit Sense 2,
  • Samsung Galaxy Watch 5,
  • Garmin Forerunner 955.
  • W tym samym czasie jego wydatek energetyczny mierzono za pomocą analizatora COSMED K5. To właśnie pomiar wymiany gazowej wykonany w warunkach laboratoryjnych posłużył jako punkt odniesienia dla wskazań smartwatchy.

    Różnice były wyraźne. Typowe błędy szacowania wynosiły około 15–25 proc., ale w przypadku niektórych urządzeń średnie odchylenia były jeszcze większe. Najlepiej wypadł Apple Watch. Najmocniej zawyżały wynik zegarki Garmina i Samsunga. W liczbach wygląda to jeszcze ciekawiej. Średnie zawyżenie względem pomiaru laboratoryjnego wyniosło około 22 kcal dla Apple Watcha, 69 kcal dla Garmina i 57 kcal dla Samsunga. W przypadku Fitbita średni wynik nie różnił się istotnie od pomiaru referencyjnego, ale ten rezultat trzeba traktować ostrożnie.

    Podczas części testów Fitbit pokazywał bowiem skrajnie nieprawdopodobne wartości. Zdarzało się, że przez cały trening urządzenie naliczyło zaledwie jedną spaloną kalorię albo nie podało wyniku w ogóle. Z tego powodu znaczną część danych dotyczących tego modelu wykluczono z dalszej analizy. To ważne zwłaszcza dla osób, które liczą kalorie z dużą dokładnością i wiedzą, jak prawidłowo obliczyć deficyt kaloryczny. Jeśli zegarek zawyża wydatek energetyczny, można łatwo uznać, że po treningu "należy się" dodatkowy posiłek. A wtedy deklarowany deficyt kaloryczny może w rzeczywistości szybko zniknąć.

    Im więcej tkanki tłuszczowej, tym większy problem

    Okazało się też, że dokładność zegarków zależała od budowy ciała, a tę coraz trudniej opisać jedną liczbą – zdaniem części badaczy BMI to już przeżytek. U osób z większym odsetkiem tkanki tłuszczowej urządzenia częściej myliły się przy szacowaniu liczby spalonych kalorii, a różnica między wynikiem z zegarka a pomiarem laboratoryjnym była większa. To dość istotna obserwacja. Zegarek może być szczególnie kuszącym narzędziem dla kogoś, kto próbuje schudnąć i dokładnie kontroluje bilans energetyczny. Tymczasem właśnie w tej grupie wskazania mogą być mniej wiarygodne.

    Naukowcy nie wiedzą jeszcze dokładnie, dlaczego tak się dzieje. Jednym z możliwych wyjaśnień są algorytmy wykorzystywane przez producentów do obliczania wydatku energetycznego. Smartwatch nie mierzy przecież bezpośrednio liczby spalonych kalorii. Zbiera różne dane, m.in. dotyczące ruchu i pracy układu krążenia, a następnie na ich podstawie wylicza szacunkową wartość. Problem polega na tym, że szczegóły tych algorytmów są własnością producentów. Nie wiadomo więc dokładnie, na jakich danych zostały wytrenowane i jak dobrze radzą sobie z różnymi typami sylwetki.

    Badanie ma przy tym swoje ograniczenia. Uczestnicy stanowili konkretną grupę badawczą, a eksperyment dotyczył kontrolowanego treningu na rowerze poziomym. Nie można więc automatycznie uznać, że dokładnie takie same błędy wystąpią podczas biegania, spaceru czy każdego innego rodzaju aktywności. Sami autorzy podkreślają potrzebę dalszych badań.

    To właśnie nimi zajmuje się już zespół Jasona Kostrny. Kolejny etap ma dotyczyć treningu siłowego, który może być dla algorytmów jeszcze większym wyzwaniem, choć dla organizmu bywa świetną inwestycją – bo siłownia to nie tylko mięśnie. Krótkie, intensywne serie ćwiczeń i przerwy między nimi są trudniejsze do interpretacji niż jednostajny wysiłek na rowerze.

    Nie wyrzucaj smartwatcha. Po prostu inaczej czytaj jego dane

    Wyniki nie oznaczają, że smartwatch jest bezużyteczny. Wręcz przeciwnie. Tego typu urządzenia nadal mogą być pomocne podczas treningu. Trzeba tylko uważać na jedną rzecz – liczba spalonych kalorii na ekranie nie powinna być traktowana jak precyzyjny pomiar. Ostrożniejsze może być również zaokrąglanie wskazania w dół, zamiast zakładania, że każda pokazana przez zegarek kaloria rzeczywiście została spalona.

    Nie warto jednak reagować na błąd urządzenia kolejnym błędem, czyli drastycznym ograniczaniem jedzenia. Organizm potrzebuje energii nie tylko podczas samego treningu, ale również później – na regenerację i codzienne funkcjonowanie. Znacznie bardziej użyteczne mogą być inne dane zbierane przez smartwatch. Tętno, czas spędzony w poszczególnych strefach czy regularność treningów pozwalają obserwować postępy bez próby przeliczania każdego wysiłku na idealnie dokładną liczbę kilokalorii.

    Warto też patrzeć na własne trendy, zamiast gonić okrągłe liczby – najnowsze badania pokazują zresztą, że 10 tys. kroków dziennie to mit. Jeżeli przez kilka tygodni urządzenie pokazuje podobne wartości i pomaga utrzymać regularność ćwiczeń, może być całkiem dobrym narzędziem. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy pojedyncza liczba z ekranu zaczyna decydować o tym, ile zjemy albo czy uznamy trening za "wystarczający". Smartwatch może więc być dobrym trenerem motywacyjnym, ale kiepskim księgowym kalorii. I właśnie tak najlepiej traktować jego wskazania.