Termometr
Okazuje się, że 37°C nie jest wcale tak uniwersalną normą, jak sądzono. Badania pokazują, że przeciętna temperatura ludzkiego ciała spadła od XIX wieku, a naukowcy szukają przyczyn tej zmiany Fot. Unsplash

Przyjęte przez lata 37°C nie jest wcale tak uniwersalną normą, jak sądzono. Kolejne badania pokazują, że przeciętna temperatura ludzkiego ciała spadła od XIX wieku. Naukowcy szukają przyczyn tej zmiany. Jedna z hipotez wskazuje na poprawę warunków życia i związane z nią zmiany w organizmie.

REKLAMA

Czy organizm człowieka rzeczywiście stopniowo się ochładza? Wyniki badań sugerują, że tak. Analizy pomiarów z różnych epok pokazują, że przeciętna temperatura ciała spada. Naukowcy rozważają kilka przyczyn: od poprawy zdrowia kolejnych pokoleń po warunki, w których żyją. Wróciło też pytanie o wiarygodność pomiarów sprzed ponad 150 lat.

37°C przez lata uchodziło za normę. Skąd wzięła się ta wartość?

Dzisiejsze podejście do normy temperatury ciała w dużej mierze opiera się na pracy niemieckiego lekarza Carla Wunderlicha. W latach 60. XIX wieku rozpoczął on zakrojone na szeroką skalę pomiary w szpitalu w Lipsku. Przez 15 lat zgromadził ponad milion wyników od około 25 tys. pacjentów, analizując m.in. różnice związane z wiekiem i płcią.

Przez lata lekarze przyjmowali za punkt odniesienia wartości ustalone przez Wunderlicha: 37°C jako średnią temperaturę ciała i ponad 38°C jako próg gorączki. Jego wyniki szybko weszły do praktyki medycznej. Według Philipa Mackowiaka z Uniwersytetu Maryland stało się tak przede wszystkim dzięki rozmachowi przeprowadzonych badań. Do dawnych ustaleń wrócił zespół Julie Parsonnet z Uniwersytetu Stanforda. Badacze przeanalizowali trzy zbiory danych obejmujące blisko 190 tys. osób w USA. Pomiary pochodziły z lat 1862–2017.

Porównanie historycznych i współczesnych pomiarów ujawniło systematyczne obniżanie się temperatury ciała. Obecnie średnia dla dorosłych wynosi około 36,39°C – podaje Parsonnet. U amerykańskich mężczyzn to wynik niższy o 0,59°C od wartości notowanych w XIX wieku. Nie ma jednak jednej wartości, o którą spadła temperatura ciała wszystkich ludzi. Wyniki badań pokazują zmiany w średniej dla całej populacji. Nie oznacza to, że każdy powinien przyjmować nową normę temperatury ciała podczas pomiaru. Indywidualne różnice pozostają duże.

Okazuje się, że spadek średniej temperatury ciała dotyczy także społeczności żyjących z dala od typowego zachodniego stylu życia. Przykładem jest lud Tsimane z amazońskich lasów deszczowych. Na początku XXI wieku średnia temperatura ich ciała wynosiła około 37°C. Do 2018 roku obniżyła się do 36,5°C. W tym samym okresie zaszły istotne zmiany w funkcjonowaniu całej społeczności.

Dlaczego temperatura ciała spada? Naukowcy wskazują na poprawę zdrowia

W czasach Wunderlicha infekcje często nie kończyły się po kilku dniach. Gruźlica, czerwonka i gorączka reumatyczna potrafiły wyniszczać organizm przez wiele tygodni lub miesięcy. Medycyna nie miała wtedy skutecznych leków, dlatego przewlekły stan zapalny był znacznie częstszym problemem.

Walka z infekcjami pochłania energię, a przewlekłe stany zapalne mogą dodatkowo zwiększać produkcję ciepła. Julie Parsonnet wskazuje, że ma to znaczenie przy analizie zmian temperatury ciała u Tsimane. W tej społeczności poprawiły się warunki higieniczne, łatwiej też o szczepienia, a zakażenia pasożytnicze zdarzają się rzadziej. Pomogły nawet pozornie drobne zmiany: noszenie obuwia i korzystanie z toalet zmniejszają ryzyko kontaktu z pasożytami. Organizm nie musi więc tak często angażować układu odpornościowego w walkę z zakażeniami.

Coraz więcej czasu spędzamy w pomieszczeniach, w których temperatura jest regulowana niezależnie od pogody. Latem korzystamy z klimatyzacji, a zimą z ogrzewania. W efekcie rzadziej doświadczamy skrajnych temperatur. Parsonnet określa takie warunki mianem strefy neutralności termicznej. To zakres temperatur, w którym organizm nie musi intensywnie pracować, by utrzymać właściwą temperaturę wewnętrzną. Nie zużywa dodatkowej energii na ogrzewanie ani chłodzenie ciała.

Nie chodzi o to, że klimatyzacja czy ogrzewanie same odpowiadają za spadek temperatury. To raczej element szerszej zmiany, obejmującej poprawę zdrowia i warunków mieszkaniowych. Podobny trend dostrzeżono zresztą także w populacjach, które nie przeszły tak daleko idących przemian technologicznych jak mieszkańcy USA czy Europy.

A może pomiary sprzed 150 lat były niedokładne?

Philip Mackowiak zwraca uwagę, że różnica może częściowo wynikać z niedoskonałości dawnych termometrów. Gdy zbadał jeden z przyrządów zachowanych po Wunderlichu, zauważył, że jego skala była przesunięta o około 2°C względem współczesnych urządzeń. Jeśli podobny błąd występował w innych termometrach, historyczne wyniki mogły być zawyżone.

Inna była również technika badania. Termometry rtęciowe miały około 30 cm długości i potrzebowały nawet 15–20 minut na pomiar. Wunderlich mierzył temperaturę pod pachą, dziś często robi się to w jamie ustnej. Wyników uzyskanych tymi metodami nie można bez zastrzeżeń porównywać.

Parsonnet nie uważa jednak, by całą zmianę dało się wyjaśnić błędami sprzętu. Jej zespół przeanalizował dane weteranów armii Unii z lat 1862–1930. Osoby urodzone wcześniej miały wyższą średnią temperaturę niż te, które przyszły na świat później. Badacze uwzględnili wiek uczestników i czas wykonania pomiaru. To argument, że przynajmniej część różnicy może wynikać ze zmian biologicznych między pokoleniami.

Nie bez znaczenia są również wiek, płeć i rytm dobowy. U osób starszych temperatura ciała często spada wraz ze spowolnieniem przemiany materii. Statystycznie nieco wyższe wartości obserwuje się u kobiet. Temperatura osiąga minimum zazwyczaj w godzinach 3–5 rano, a maksimum późnym popołudniem. Wartość 37°C nie powinna przesądzać o tym, jaka jest prawidłowa temperatura ciała. U jednej osoby wynik nieco niższy będzie zupełnie typowy, u innej może odbiegać od codziennej normy. Dlatego lekarze coraz częściej odchodzą od traktowania jednej wartości jako uniwersalnego wzorca. Liczy się także ogólny stan pacjenta i towarzyszące mu objawy.

Przy interpretacji pomiaru nie warto skupiać się na różnicach rzędu setnych części stopnia. Liczy się przede wszystkim indywidualna temperatura wyjściowa i ogólny stan zdrowia. Są jednak granice, których przekroczenie powinno skłonić do natychmiastowej reakcji: poniżej 35°C oraz powyżej 40°C u dorosłych.